Spotkania z Jezusem - materiały homiletyczne

„Głoszenie Słowa Bożego” jest słuchaniem Boga i mówieniem Osoby do osoby. Międzyosobowy dialog zakłada zatem uprzednie spotkanie oraz otwarcie się człowieka na drugą osobę. Skierowanie słowa do człowieka, osoby wychodzącej mi naprzeciw, przypomina przyjazny gest podania dłoni i oznacza przyjęcie tejże osoby jako przyjaciela, z którym chcemy dzielić wspólny czas, odtąd nazwany naszym spotkaniem. Pierwsze przyjazne spotkanie może rozpocząć naszą wspólną historię, zwaną przyjaźnią lub miłością.

Spotkania Jezusa z Nazaretu z różnymi osobami – według Ewangelisty św. Jana – były historią różnorodnych przyjaźni i miłości, które pozostawiły w życiu tychże osób niezatarty ślad – życie z Jezusem i dla Jezusa. Codziennie spotykamy się z Jezusem na medytacji Słowa Bożego i na celebracji Eucharystii. Czy codzienne spotkania z Jezusem Chrystusem zostawiają w naszym życiu niezatarte znamię bosko-ludzkiej przyjaźni i miłości? Jeśli tak, to jesteśmy na ewangelicznych drogach człowieka, który od zawsze poszukiwał Słowa Prawdy, codziennego Chleba Życia i odnalazł to wszystko w osobie Jezusa Chrystusa. Jeśli nie zawsze spotykam Boga lub nie wiem „jak” Go spotkać, proponuję wspólne odczytywanie i medytację spotkań Jezusa z osobami, których dialogi przekazała nam Czwarta Ewangelia.

Wskazane poniżej ewangeliczne spotkania Jezusa z ludźmi, pochodzącymi z różnych środowisk społeczno-kulturowych, umożliwią nam – jak mam nadzieję - odkrycie podstawowych prawd spotkania Boga w zbawczym dialogu z człowiekiem.

1. Spotkanie Jezusa z Janem Chrzcicielem J 1, 19-51

Kto ty jesteś? Odwieczna pokusa człowieka: przedstawiać się lepszym, zdolniejszym lub na wyższym stanowisku niż jest się w rzeczywistości. Ale ci sami ludzie, którzy przyjmują moją autoprezentację za wyjściową prawdę, będą dokładnie sprawdzać, a następnie boleśnie korygować to, co mówię, z tym, co czynię. W przypadku Jana znad Jordanu było wprost odwrotnie. Jego czyny wyprzedzały jego słowa; mówiły o nim i za niego. Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Następna odwieczna pokusa człowieka: uwierzyć i publicznie obwieścić, że jest się kimś nadzwyczajnym, wyjątkowym, kimś na miarę proroka, Eliasza czy nawet oczekiwanego Mesjasza. Jan jednak wiedział kim jest: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską. Prawda, że nie jest się tym, za kogo uważają go ludzie, nie tylko nie pomniejszała jego godności, lecz wprost przeciwnie poświadczała wielkość jego osoby i misji. Co więcej, Jan miał świadomość, że jego czyny były odbierane jako gesty prorocze, które całkowicie przerastały jego samego, ponieważ uprzedzały i objawiały oczekiwane czasy mesjańskie. Jego czyny były jedynie cieniami prawdziwej rzeczywistości: Wcielenia Boga i Objawienia Tajemnicy Trójcy Świętej. Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała.

Zobaczyć Jezusa. Pierwszy krok należy zawsze do Boga. Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu. Jak to się stało, że tylko on ujrzał Go w tłumie ludzi i rozpoznał w Jezusie z Nazaretu Baranka Bożego, który gładzi grzech świata? Odpowiedź odnajdujemy w jego tajemniczym geście spełniania misji „chrztu wodą”. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym. Można patrzyć i nic nie widzieć. Można także widzieć, ale nic nie zobaczyć, bo to, co najważniejsze jest niewidzialne (Mały Książe, Antoine de Saint-Exupéry). Jedynie ten, który zobaczył Boga może wskazać drogę do Boga. Jedynie ten, który ujrzał Boga może mówić o Bogu jak o swoim Ojcu i Przyjacielu. Wszyscy inni, którzy nie widzieli Boga, muszą zdać się na głos i gest wskazywania drogi przez tego, który zobaczył Boga. Dwaj uczniowie usłyszeli jak mówił, i poszli za Jezusem. Zawierzenie i pójście za głosem lub we wskazanym kierunku skończyło się spotkaniem z Jezusem. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dna pozostali u Niego. Zobaczyć Jezusa oznacza zatem zamieszkanie z Jezusem, bycie z Nim tam, gdzie On jest i gdzie On chce, abyśmy byli.

Świadczyć o Jezusie. Spotkanie z Jezusem rodzi apostołów. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: „Znaleźliśmy Mesjasza”... I przyprowadził go do Jezusa... Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: „Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu. Nie można zachować czy ukryć tylko dla siebie radości ze spotkania z Jezusem. Bogaty Bogiem dzieli się swoim skarbem z innymi.

Bóg nie może „należeć” tylko do kogoś z zagwarantowanym prawem wyłączności. Bóg nie może być „zarezerwowany” jedynie dla pewnej kategorii ludzi o ściśle określonych „kwalifikacjach”. Tym bardziej, Bóg nie może być „zawłaszczony” tylko przez jeden naród, jedną klasę czy grupę społeczną, które monopolizując „wiarę” wykreślają sztywne granice dla Boga i dla człowieka. Wspomniane czasowo-przestrzenne granice kulturowe utrudniają proces osobistego lub wspólnotowego spotkania z Bogiem, który przecież „stał się człowiekiem” i zamieszkał na Ziemi – ojczyźnie wszystkich ludzi. Bóg zechciał być „Bogiem-z-nami” i dla nas. Ten sam Bóg, Pan Zastępów i po trzykroć Święty, zechciał być naszym Ojcem, Bratem i Przyjacielem, do którego przychodzi się zawsze i o każdej porze. Bóg bowiem potrzebuje człowieka, aby objawiać swoją chwałę – miłość do każdego człowieka i do każdego stworzenia. Ale przede wszystkim człowiek potrzebuje Boga, aby być człowiekiem i w pełni zrealizować siebie jako osobę stworzoną z miłości i do miłości. Człowiek spotykając Boga realizuje siebie, swoje powołanie i swoją misję w świecie. Spotkanie z Bogiem zmienia radykalnie styl życia: bycie dla Boga. Bycie z Bogiem, z kolei, rodzi prawdziwe spotkania z ludźmi i całkowicie nową kulturę, zwaną cywilizację miłości.

2. Spotkanie Jezusa z Nikodemem J 3, 1-21

Przyszedł do Niego nocą. Wybieranie pory nocnej na spotkanie może oznaczać chęć ukrycia twarzy przed oczami wścibskich sąsiadów lub wszędobylskich stróżów prawa i porządku. Nikodem zarezerwował swoją spokojną noc na spotkanie z Bogiem. Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś. Właściwa interpretacja znaków uczynionych przez młodego Mistrza z Nazaretu doprowadziły starego faryzeusza i dostojnika żydowskiego do spotkania z Jezusem oraz osobistego wyznania wiary w obecność Boga wśród ludzi. Wszystko wydawało się proste i logiczne. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim. Bóg jednak zawsze zaskakuje człowieka. I nie mogło być inaczej w przypadku Nikodema. Zamiast potwierdzenia i pochwały, pobożny faryzeusz zostaje zaproszony na wyższy poziom uczestnictwa w rzeczywistości wiary.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego. Trzeźwo myślącemu człowiekowi ta nowa prawda nie mieści się w kategoriach racjonalnego i logicznego myślenia. Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyś może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się? Inni uważając, że jest to „trudna mowa i któż jej słuchać może” dawno by odeszli i nie chodziliby już z Jezusem. Nikodem przyszedł i został, aby wysłuchać do końca wykładu teologicznego Mistrza z Nazaretu. Jeśli jest to „nowa nauka” musi też być inny, nowy sposób jej rozumienia. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego.

Narodzić się z wody i z Ducha. Nowa nauka głoszona przez Mistrza z Nazaretu wymaga również nowego sposobu jej realizacji. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem. Jeśli ktoś jest i postępuje jako człowiek z ciała i kości, pozostaje jedynie na poziomie ciała i kości. Inaczej jest z człowiekiem, który narodził się powtórnie z Ducha. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha. Duch przekracza prawa ciała: bycie na ziemi i w końcu tylko w ziemi. Duch otwiera perspektywę życia ponad ciałem i poza ziemią. Jakżeż to się może stać? Istnieje tylko jedna możliwość: uwierzyć w świadectwo Tego, który zstąpił z nieba – Syna Boga i Syna Człowieczego. Prawda bardzo trudna do uwierzenia, ponieważ potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego. Ostateczne wywyższenie Jezusa musi jednak przejść przez tygiel haniebnej śmierci na krzyżu, zapowiadanej przez znak Mojżesza, który wywyższył węża na pustyni. W tym jednak wypadku nie wystarczy tylko spojrzenie na Wywyższonego, trzeba uwierzyć w moc zbawczą Krzyża jako wyraz najwyższej miłości Boga do człowieka. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Wiara, zatem, jest dziełem i rzeczywistością Ducha, który daje życie. Uwierzyć w Jezusa oznacza więc zaakceptowanie śmierci jako koniecznego przejścia z życia ciałem do życia Duchem. Wiara w Jezusa Chrystusa objawi i potwierdzi się w wodzie chrztu: śmierci dla ciała, aby żyć Duchem.

Światło przyszło na świat. Nie można zakryć słońca. Tym bardziej nie można ukryć Światła Prawdy – Jezusa Chrystusa. On jest Jedynym Zbawicielem świata i człowieka. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. Wierzyć w Jezusa znaczy przyjść do Niego z tym czymś się jest i z tym, co się ma. Przychodzenie do Jezusa nie oznacza dokonywanie sądu, lecz zbliżanie się do Światła Prawdy. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Odważne i ufne przyjście do Jezusa kończy się zawsze dawno oczekiwanym wyzwoleniem i radosnym zmartwychwstaniem.

Ujrzenie siebie w Świetle Prawdy umożliwia właściwe spojrzenie na siebie, skorygowanie drogi życia i pewność pomocy ze strony Tego, któremu się zawierzyło. Każda ucieczka od Światła Prawdy w ciemność nieprawości kończy się nocą śmierci.

3. Spotkanie Jezusa z Samarytanką (J 4, 1-42)

Daj Mi pić! Pustynia zaciera różnice kulturowe, społeczne czy polityczne. W oceanie wydm wszyscy ludzie są równi, ponieważ wszyscy chcą przeżyć. Niebezpieczeństwo śmierci zmusza wszystkich bez wyjątku do pokory i do pozbycia się sztywnych granic uniemożliwiających wspólne spotkanie w innych okolicznościach życia. Ludzie przebywający na pustyni, w imię tego samego instynktu życia, muszą spotkać się przy jednym źródle, aby czerpać i pić tę samą wodę. Również do źródła wykopanego przez patriarchę Jakuba przychodzili przyjaciele i nieprzyjaciele, Samarytanie i Żydzi. Do tego samego źródła przyszedł również Jezus, aby spotkać się z ... prostytutką. On nie przyszedł jak inni, aby wykorzystać jej piękność, naiwność, słabość czy po prostu trudną sytuację ekonomiczną, która zmusiła ją do wyjścia na ulicę. Daj Mi pić? Słowa zapraszające do innego spotkania w przyjaznym dialogu. Jakżeż Ty będąc Żydem prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami – dopowiada natychmiast św. Jan – unikają się nawzajem. Jezus, wprost przeciwnie, wychodzi naprzeciw z darem wody żywej. O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Te, kto ci mówi: „Daj Mi się napić” – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Zapewne Samarytanka zauważyła natychmiast paradoksalność oferty Jezusa. Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skąd więc weźmiesz wody żywej?

Źródło wody wytryskującej ku życiu wiecznemu. Czy to możliwe, aby tu w pobliżu, na pustyni, istniało jeszcze inne źródło? Jakżeż On może mówić: Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Wielka ciekawość, może próba sprawdzenia prawdziwości cudownej obietnicy czy po prostu zwykła kobieca praktyczność bierze górę nad paradoksalnością sytuacji. Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. Również Jezus chce sprawdzić nie tylko jej intencje, lecz rodzaje i prawdziwe wymiary jej pragnienia, które ona chce od tak dawna zaspokoić. Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj! Nie mam męża. To powiedziałaś zgodnie z prawdą. Można jej było wszystko zarzucić, lecz jej studnia prawdy była wciąż żywa, niezamącona i odważna. Potrzebowała tylko dotarcia do Źródła i dopełnienia wodą życia.

Oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie. Osobisty grzech utrudnia spotkanie z Bogiem, ponieważ buduje niewidzialny mur lub usypuje górę niezrozumienia. Bóg nie jest jednak człowiekiem, który tak szybko obraża się i odchodzi. On jest cierpliwy w miłości i miłosierny w przebaczaniu. Dlatego zawsze jest On tuż tuż, obok, na wyciągnięcie dłoni lub na oznaczonym, widzialnym miejscu. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Miejsce spotkania nie zawsze oznacza spotkanie. Rytualne ofiara lub obmycie wodą nie może zgładzić grzechu bez osobistego spotkania z Bogiem. Świadomość grzechu jest nie tylko naturalną reakcją na popełnione zło, ale przede wszystkim wołaniem o pomoc. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich czcicieli chce mieć Ojciec. Bycie w prawdzie usypuje jedyną górę spotkania z Bogiem. Życie w prawdzie i w Duchu jest spotkaniem z Bogiem. Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko... Jestem nim Ja, który z tobą mówię.

Od bycia w prawdzie do bycia apostołem. Radość z odnalezionego Źródła prawdy i miłości zmienia radykalnie dotychczasowy sposób życia i wartościowania. Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: „Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?” Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej.

Jakżeż jedno spotkanie z Jezusem odmieniło życie człowieka i przywróciło człowiekowi prawdziwy obraz Boga. Jakżeż jedno spotkanie Jezusa z grzeszną, ale pokorną kobietą, odmieniło obraz człowieka w oczach Boga. Rabbi jedz! On im odrzekł: „Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie... Moim pokarmem jest wypełniać wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło.

4. Spotkanie Jezusa z chromym nad sadzawką (J 5, 1-47)

Panie, nie mam człowieka. Kolejne wielkie święto żydowskie gromadzi tysiące ludzi. Wystarczył jeden zdrowy człowiek, aby niewidomy odzyskał wzrok, chromy mógł chodzić a sparaliżowany cieszyć się odzyskanym zdrowiem. Od trzydziestu ośmiu lat żaden z przychodzących na modlitwę do świątyni i przynoszący dary na całopalny ołtarz nie zauważył możliwości złożenia Bogu daru ze swojego czasu w służbie dla swojego rodaka, współziomka, brata czy przyjaciela. Chromy czekał trzydzieści osiem lat na Jezusa. Czy chcesz stać się zdrowym? Wydawać by się mogło, co za niedorzeczne pytanie w obliczu morza cierpienia tego człowieka i wobec mnóstwa chorych leżących obok. Ale tylko on został wybrany i tylko do niego Jezus skierował to zdanie pełne nadziei. Chromy nie odpowiada wprost, tak jakby nie chciał się narzucać ze swoją chorobą, wskazując jednocześnie, że są jeszcze inni, bardziej chorzy czy zniedołężniali. On zrobił, co mógł ze swej strony, ale są także sprawniejsi i bardziej szybcy od niego. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną. Cierpienie nauczyło go nie tylko cierpliwości wobec własnej słabości, ale i pokornej łagodności wobec innych, mających przynajmniej takie same prawo do zdrowia jak on. Taka postawa wystarczyła, aby usłyszeć od Jezusa: Wstań, weź swoje łoże i chodź! Ewangelista nic nie wspomina o wielkiej radości z uzdrowienia, lecz lakonicznie stwierdza: Jednakże dnia tego był szabat.

Pan szabatu. Paradoksalnie, tu i teraz, w dniu wielkiego święta i radości, zaczynają się dla uzdrowionego wielkie przykrości ze strony tych, którym „nie przeszkadzał” ten człowiek, kiedy leżał na swoim łożu boleści. Zamiast dziękować Bogu za cudowne uzdrowienie i składać radosne ofiary, pobożni i zgorszeni Żydzi rozpoczynają śledztwo w sprawie noszonego łoża – niemego świadka bólu człowieka i znieczulicy rodaków. Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża. Kategoryczny zakaz zabrzmiał jak wyrzut: lepiej żebyś dalej leżał. Nosząc swoje łoże nie zachowujesz szabatu - zakłócasz radosne święto. W gąszczu nakazów i zakazów można zgubić nie tylko człowieka, ale i Boga. Co więcej, można postawić nakaz i zakaz ponad widzialną chwałą Boga oraz ponad dobrem człowieka. Uzdrowiony jednak nie poddał się ich rozkazowi i uznał, że jest Ktoś ponad nimi i ponad szabatem. Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź. Również sam Jezus otwarcie przyznaje: Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam.

Człowiek, świątynia i szabat należą do Boga, ale jednocześnie objawiają Jego chwałę – obecność i zbawcze działanie Boga wśród swojego ludu. Wielkość dzieła świadczy o wielkości autora. Im większy twórca, tym większe i piękniejsze są jego dzieła. Skoro ani żaden człowiek ani oni nie potrafili uzdrowić ciężko chorego, leżącego od trzydziestu ośmiu lat w przedsionku świątyni, a uczynił to Jezusa, to znaczy – siłą naocznych faktów – że On nie jest tylko człowiekiem. Ale ludziom przestrzegającym jedynie literę Prawa, zapatrzonym w pięć krużganków sadzawki Siloe i podziwiających architekturę czy złoto świątyni, takie rozumowanie nie wchodziło w rachubę. Dlaczego? Bo Bóg „musi być” tylko w świątyni, Prawo Boże „zawiera się” jedynie w nakazach i zakazach, człowiek jest dla szabatu, a nie szabat dla człowieka, a jeżeli człowiek jest chory, to znaczy, że musiał albo on zgrzeszyć albo jego rodzice. Wszystko zostało dokładnie wymierzone i ustawione. Nic nie można zmieniać. Tym bardziej nikt nie może zmieniać „naszego Prawa”, „naszej religii” i naruszać „naszego szabatu” – spokojnego i radosnego jarmarku na progu Przybytku Świętego Świętych. Oni nie pytali się „Kim On jest” i „dlaczego to czyni”, lecz usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.

Pan życia i śmierci. Nie bez znaczenia jest fakt, że uzdrowienie chromego dokonuje się w kontekście liturgicznego święta Paschy. Jezus ponownie spotyka uzdrowionego w świątyni i wskazuje mu inny, ważniejszy aspekt przywrócenia mu zdrowia. Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło. Jezus, przypominając relację współzależności między grzechem a chorobą, przenosi katechezę na poziom argumentacji teologicznej. Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Czyny Jezusa są więc czynami Syna Bożego. Bóg objawił się tu i teraz nie tylko w swoim historycznym, przedmiotowym dziele uzdrowienia, lecz w osobie Uzdrowiciela – Jezusie Chrystusie. Jego czyn uzdrowienia ciała objawia działającego Boga. Działanie Boga jednak nie ogranicza się jedynie do ciała i do historii indywidualnego człowieka. Bóg jest Bogiem wszystkich ludzi i całej historii świata. Dlatego Syn Boży objawia bezgraniczną miłość Boga Ojca do Syna i do każdego człowieka. Miłość Boga, z kolei, wyraża się w darze życia wiecznego. Z pełności tego daru może jednak skorzystać tylko ten, kto uwierzył w słowa i czyny Jezusa. Kto słucha słowa mego i wierzy w tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Wiara w Jezusa jest dynamiczną rzeczywistością „przychodzenia i spotykania”, „słuchania i mówienia”, „patrzenia i widzenia”, „obdarowywania i przyjmowania”. Życie wieczne nie jest zatem jednorazowym darem i statycznym przedmiotem, lecz uczestnictwem w życiu Boga i przedłużaniem relacji miłości Ojca do Syna, Syna Bożego do Boga Ojca i Boga względem każdego człowieka.

5. Spotkanie Jezusa z kobietą cudzołożną (J 8, 1-11)

Uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę. W tym przypadku wszystko było jednoznaczne, jasne i oczywiste. Oni nie mieli żadnych wątpliwości i dlatego już wydali wyrok. Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. Prawna pułapka starannie przygotowana i publicznie wyreżyserowana. „Mojżesz nam nakazał” znaczyło w ich języku „Bóg nam nakazał”. W tym jednak przypadku „nam” wzięło górę nad Bogiem i nad Mojżeszem. W Księdze Kapłańskiej Mojżesz mówi o współwinie mężczyzny i kobiety: Ktokolwiek cudzołoży z żoną bliźniego, będzie ukarany śmiercią i cudzołożnik, i cudzołożnica (Kpł 20, 10). Natomiast w Księdze Powtórzonego Prawa, oprócz przypadku ukarania śmiercią współwinnych cudzołóstwa (Pwt 22, 22-24), Mojżesz bierze w obronę kobietę, której zadano gwałt, a śmiercią jest ukarany jedynie mężczyzna dopuszczający się gwałtu (Pwt 22, 25-27). Przypadek współżycia z dziewicą niezaślubioną był „karany” przez Mojżesza poślubieniem jej za żonę, z klauzulą „nie porzucenia jej przez całe życie” (Pwt 22, 28-29). A Ty co mówisz? Jezus na razie nic nie mówił, lecz nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. Brak bezpośredniej odpowiedzi ze strony Jezusa był czasem do zastanowienia się... dla nich. Kto ma ostateczne prawo do sądzenia człowieka? Kto może odebrać życie człowiekowi i wydać wyrok śmierci?

Kto z was jest bez grzechu. Prawo widzi tylko jeden czyn i w świetle tego działania osądza natychmiast całego człowieka. Bóg widzi całego człowieka i w świetle tej pełnej wielkości i małości rozciąga swój sąd na całe jego życie, uwzględniając wszystkie okoliczności jego czynu – ludzkie słabości. Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. Jezus, przenosząc pełny osąd człowieka i jego czynu z poziomu relacji prawo-człowiek na poziom Bóg-człowiek, ustawił wszystkich ludzi na tej samej płaszczyźnie relacji człowieka grzesznego do ludzi grzesznych. Jeśli tak, to czy grzesznik ma prawo osądzać i wydawać wyrok na innego grzesznika? Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Myślę, że na nic zdadzą się nasze spekulacje na temat tego, co Jezus pisał palcem po ziemi. Jedno jest pewne, że Jego słowa i gesty zostały właściwie zinterpretowane. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Ona do końca zachowywała godność człowieka wyprostowanego, stojącego przed Bogiem i czekająca jedynie na Jego sprawiedliwy sąd. Dopiero, kiedy zostali sami, razem, Jezus podniósł się. Bóg zbliżył się do poziomu człowieka grzesznego, aby podnieść go na jego właściwy poziom. Pomimo grzechu człowiek nie traci swojej godności bycia człowiekiem. Człowiek grzeszny jest nadal człowiekiem, o którym Bóg nigdy nie zapomina. Co więcej, Bóg jako miłosierny Ojciec troszczy się o niego bardziej niż jego bracia - ludzie. Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Również człowiek potrafi być ludzki. Również człowiek potrafi być wspaniałomyślny, jeśli posłucha i naśladuje Boga.

I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz! Tylko Boga stać na te wspaniałe słowa i hojne gesty, które pozwalają człowiekowi spojrzeć inaczej na swoją nagość i rozpocząć z nadzieją nowe życie. Nowostworzony człowiek na obraz i podobieństwo Boga – jak na fresku Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej – odnajduje swój pierwowzór w wyciągniętej przyjaźnie dłoni. Teraz nie musi zrywać owocu nieposłuszeństwa, ponieważ nie widzi w Bogu zazdrosnego o swój Eden konkurenta, lecz Ojca zapraszającego swojego marnotrawnego syna czy córkę do domu na wiecznie trwającą ucztę. Jedynie z takim obrazem Stwórcy i Zbawiciela można iść i żyć w przyjaźni z Bogiem oraz z drugim człowiekiem.

6. Spotkanie Jezusa z niewidomym od urodzenia J 9, 1-41

Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka. Znowu w drodze i znowu kolejne spotkanie z ludzkim cierpieniem. Uczniowie od razu wydali osąd: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice? Jak zawsze, Jezus nie przeszedł obojętnie człowieka potrzebującego. Więcej, uniewinnił jego cierpienie: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Jakie to sprawy Boże miały się objawić w nim i poprzez niego? Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Na szczególne podkreślenie zasługuje stwierdzenie „potrzeba nam pełnić”, a nie tylko „potrzeba, abym Ja pełnił dzieła Boga”.

Pójście i bycie uczniem Jezusa oznacza bowiem „naśladowanie Jezusa”. Czy naśladować Mistrza z Nazaretu znaczy jedynie „chodzenie Jego śladami”? A jakie ślady pozostawił Jezus na naszej zielonej planecie? Ewangelię wpisaną w historię człowieka i zmieniającą dzieje świata. Zanim jednak Ewangelia została spisana i radykalnie zmieniła historię człowieka i świata, została ona wypowiedziana i zrealizowana w konkretnych spotkaniach Jezusa z człowiekiem, stojącym często obok głównego nurtu życia danego społeczeństwa. Tylko Jezus zauważył niewidomego od urodzenia i tylko Jezus zaprosił go do pełnienia dzieł Boga razem z Nim. Od tego osobowego zaproszenia rozpoczyna się Historia Zbawienia tego człowieka i danej społeczności, do której on należy i w której on żyje. Tak jak nie ma głoszenia Ewangelii bez Jezusa Chrystusa, tak też nie ma głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie bez człowieka i dla człowieka. Ewangelia jest skierowana do człowieka i obejmuje całe jego życie, wyrażające się w różnorodnych zakresach ludzkiego działania. I większość z nas ludzi przypomina tego człowieka niewidomego z urodzenia stojącego obok drogi, którą przechodzili wielcy i mali tego świata, ale nikt nie zwrócił na niego czy na nas uwagi.

Życiowi ślepy nie potrzebują niewidomego od urodzenia. Nie tylko on, ale również oni potrzebują nowych oczu, aby ujrzeć – dopóki jest dzień – jedyne i prawdziwe światło świata – Jezusa Chrystusa. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata.

Jezus światłością człowieka i świata. Tak jak kiedyś, na początku, słowo wypowiedziane przez Boga stało się niebem i ziemią, dniem i nocą, rośliną i zwierzęciem, mężczyzną i kobietą, następnie „stało się ciałem i zamieszkało między nami”, tak teraz słowo wypowiedziane przez Jezusa stało się oczywistym faktem. Idź, obmyj się... On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. Nowe oczy umożliwiły uzdrowionemu nową interpretację rzeczywistości, której on nigdy nie widział. Gdyby ten człowiek, nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Niestety, znowu ci, którzy uważali się za dobrze widzących i trzeźwo oceniających fakty nie dostrzegli „palca Bożego” w uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał... Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? Nieukrywana buta moralnych i duchowych ślepców nie pozwala im właściwie interpretować zaistniałej rzeczywistości.

Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? Prędzej czy później każdy człowiek musi sobie sam odpowiedzieć na to fundamentalne pytanie. Bezpośrednie spotkanie z Jezusem i doświadczenie na sobie działania Bożego doprowadza uzdrowionego do wyznania wiary. Wierzę, Panie! I oddał Mu pokłon. Każde wyznawanie wiary w Jezusa jest objawianiem Jego obecności w świecie. Kto wyznaje wiarę w Jezusa niejako „prowokuje” Go do odsłaniania kolejnego rąbka misterium obecności Boga wśród nas. Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi. Te paradoksalne słowa Jezusa mają przede wszystkim zastosowanie do rzeczywistości wiary. Jedynie nowe oczy wiary pozwalają człowiekowi najpierw zobaczyć i właściwie zinterpretować dzieła Boże, a następnie spotkać Jezusa – Autora tych dzieł. W oczach Jezusa zaprzeczanie oczywistości Jego dzieł jest nie tylko przyczyną duchowej ślepoty – niewiary, lecz również grzechem, który oddala człowieka od Boga obecnego i działającego wśród nas. Usłyszeli to niektórzy faryzeusz, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: „Czyż i my jesteśmy niewidomi!” Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal. Gdybyście „nie widzieli” wasza niewiara byłaby usprawiedliwiona. Nie widzieć, a zwłaszcza nie chcieć widzieć aby nie uwierzyć w oczywistość faktów, stanowi świadome opowiedzenie się po stronie zafałszowanej rzeczywistości, zwanej kłamstwem, niewiarą, nieuczciwością. Niewiara, jako uparte i stałe zaprzeczanie prawdzie, jest świadomym wyborem bycia w ciemności, a grzech kłamstwa i nieukrywanej nieuczciwości jest życiem w ciemności. Tylko życie w prawdzie i nowe oczy wiary dostarczają światła, dzięki któremu widzimy Światło.

7. Spotkanie Jezusa z Martą, Marią i Łazarzem (J 11, 1-44)

Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Oto przykład niezachwianej wiary, miłości i ufności rodzeństwa z Betanii względem Jezusa. Ale również Jezus obdarzył ich wielką miłością i przyjaźnią. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Zamierzone opóźnienie w spełnieniu prośby, skierowanej ze strony ukochanych osób, było kolejną wielką katechezą w wędrownej szkole uczniów Jezusa. Jak każda droga, tak też droga wiary zawiera niepewności dotyczące obranego kierunku, zakręty strachu, wyboiste garby zwątpienia czy postoje wymuszone słabością lub zwykłym zmęczeniem. Najważniejszym jednak faktem jest bycie wciąż na i w drodze, to znaczy totalne zawierzenie Temu, któremu się zaufało i którego się kocha. Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą... Łazarz umarł, ale raduje się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Zastosowana przez Jezusa „pedagogia w drodze” uaktywnia, rozszerza i przedłuża ludzkie możliwości poznania, kochania i życia. „Bycie z Jezusem” umożliwia pełniejszą interpretację doświadczanych na co dzień wydarzeń. „Kroczenie za Jezusem” domaga się stałego porzucania zastałych i przestarzałych miejsc pewności, jako samozadowolenia z dotychczasowego poziomu życia, aby codziennie rozpoczynać nowy dzień w tym miejscu, gdzie jest Jezus lub tam, gdzie On chce, abym był. „Naśladowanie Jezusa” stanowi nieustanne i przyjazne spotykanie się z ludźmi oraz pochylanie się nad drugim człowiekiem potrzebującym mojej pomocy w celu wspólnego kroczenia drogą wiary i miłości.

Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Marta, po raz kolejny, potwierdza swoją niezachwianą wiarę w Jezusa i Jego siłę miłości. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś poprosił Boga. Ona bezgranicznie wierzy i ufa, że kto kocha nie może przejść obojętnie wobec cierpienia ukochanej osoby. Jezus jedynie potwierdza jej miłość wyrażoną w akcie żywej i ufnej wiary. Brat twój zmartwychwstanie... Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Tak często wypowiadamy lub słyszymy te słowa nad otwartym grobem naszych najukochańszych rodziców, braci i sióstr. Wierzysz w to? Pytanie skierowane do Marty jest pytaniem skierowanym do każdego człowieka wierzącego i ochrzczonego. Na grobem matki, ojca, brata czy siostry słowa Jezusa wypowiedziane nad grobem Łazarza nic nie tracą ze swojej aktualności i siły.

Kto we Mnie wierzy... choćby umarł... żyć będzie... Wierzysz w to? Z chwilą narodzin człowiek jest skazany na śmierć. Nikt z nas ludzi nie może uniknąć śmierci. Każdy na swój własny sposób musi dopełnić ten ostatni osobowy akt ludzki. „Własny sposób” przeżywania swojej personalnej śmierci zależy jednak od wcześniejszego przeżywania swojego życia. „Jakie życie, taka śmierć” – przypominał często św. Alfons Maria de Liguori. Jeśli ktoś nie znalazł sensu własnego życia, również i śmierć będzie dla niego bezsensowna. Jedynie wiara w Jezusa (Kto wierzy we Mnie...) stanowi pomost ufnej nadziei między tajemnicą śmierci (choćby i umarł...) a tajemnicą ponownego życia (żyć będzie). Jezus nie tylko powiedział Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, ale przede wszystkim umarł, zmartwychwstał i żyje w Tajemnicy Kościoła, który sprawując Eucharystię rodzi się, wzrasta i jest Kościołem – Wspólnotą Wiary i Miłości. Celebrowana Wielka Tajemnica naszej wiary stanowi równocześnie odpowiedź Wiary Kościoła – Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale.

Usuńcie kamień. Często ze strachu człowiek ucieka i ukrywa się w niedostępnych miejscach. Ucieczka, jednak nie jest właściwym rozwiązaniem problemu człowieka. Prędzej czy później trzeba stanąć w obliczu najważniejszych, życiowych problemów: ciężkiej czy nieuleczalnej choroby, trwałego inwalidztwa, śmierci. Nikt za nas nie rozwiąże naszych egzystencjalnych problemów. Usunięcie kamienia strachu, niewiary czy czasowej słabości pozwala odkryć nie tylko naszą, ludzką bezsilność wobec tajemnicy cierpienia i nieuniknionej śmierci, lecz przede wszystkim zwrócić się do Tego, który nakazał usunięcie kamienia z cuchnącego grobu. Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli wierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Wiara w Jezusa pozwala nam usuwać każdy kamień z naszych grobów pełnych lęku, wątpliwości i niewiary. Jedynie wiara w Jezusa pozwala nam wyjść z naszych grobów. Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!

8. Spotkanie Jezusa z Piłatem (J 18, 28-19, 42)

Czy Ty jesteś Królem Żydowskim? Nieuświadomione proroctwo najwyższego kapłana Kajfasza spełnia się w pretorium: lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród. W tym momencie ci, którzy do ostatniej joty zachowywali i bronili absolutnego pierwszeństwa Prawa Bożego, poddają się osądowi prawa ludzkiego. Co więcej, świadomie i dobrowolnie poddają się wyrokowi prawa okupanta. Duchowi przywódcy Narodu Wybranego, idąc na polityczny kompromis z człowiekiem, znieśli fundamentalne Prawo Boże – „nie zabijaj!” Trzeźwo myślący Piłat zachowuje się jak prawdziwy prokurator rzymski. Najpierw oskarżycielom stawia konkretne i jednoznaczne pytania, na które nie ma trzecich odpowiedzi. Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi? Weźcie Go wy i osądźcie według waszego prawa! Potem zwraca się do Oskarżonego, aby dowiedzieć się czy On przyznaje się do zarzucanej Mu winy. Czy Ty jesteś Królem Żydowskim? Naród twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił? Wydaje się, że Jezus potwierdza postawione Mu zarzuty. Tak, jestem królem. Ale w tym momencie wszystkie drogi – religijna, polityczna i społeczna – które doprowadziły do spotkania odwiecznych wrogów rozchodzą się. Królestwo moje nie jest z tego świata... Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Jeśli brakuje stałych i obiektywnych wartości, jako punktów odniesienia dla moich ocen zastanych sytuacji, trzeba szczerze wyznać tak jak Piłat: Cóż to jest prawda? Bez niej wszystko mi wolno i wszystko jest dobre, bo skuteczne dla osiągnięcia moich doraźnych celów. Ja nie znajduję w Nim żadnej winy... Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla Żydowskiego? Nie tego, lecz Barabasza! A Barabasz był zbrodniarzem. Dziwny proces: prokurator nie znajduje winy i oświadcza ten fakt publicznie, ale wydaje wyrok skazujący na Niewinnego, naród woli zbrodniarza niż swojego Proroka i Króla, wszyscy boją się Prawdy, dlatego kłamią przed obliczem Boga-Człowieka. Czy tylko taki jest człowiek?

Oto Człowiek. W pretorium Piłata wszystkie zamierzone wcześniej cele zostały osiągnięte i wszyscy cieszyli się z pozornego zwycięstwa swoich opcji religijnych i politycznych: prawdziwy Bóg obroniony, czystość prawdziwej religii zachowana, naród został ocalony a prestiż władzy rzymskiej potwierdził się i wzmocnił. Jak zawsze w takich międzynarodowych sporach religijno-politycznych czy społeczno-ideologicznych nie zauważono „tylko” konkretnego, bezbronnego człowieka. Oto Człowiek! On już spełnił swoją rolę. Osiągnęliśmy nasze cele i odnieśliśmy miażdżące zwycięstwo. Teraz On już nie jest nam potrzebny. Ukrzyżuj! Ukrzyżuj/  A jednak, kiedy wszystko wydawało się być szczęśliwie załatwione i skończone, ten jedyny Człowiek, z wyrokiem śmierci na szyi, wciąż niepokoił swoim milczącym byciem dalej człowiekiem i nie tylko człowiekiem. Weźcie Go i sami ukrzyżujcie! Ja bowiem nie znajduję w Nim winy... My mamy Prawo, a według Prawa powinien umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym... Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Niestety w wydawaniu ostatecznych i wiążących osądów dochodzi do głosu najniższa, a zarazem najsilniejsza władza ludzka - strach. Jeśli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale... Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano.

Com napisał, napisałem. Oskarżyciele do końca tropią swoją Ofiarę. Nie spoczną dopóki nie ujrzą krwi zabijanego Baranka Paschalnego. Cały cywilizowany świat mógł czytać wyrok wydany na Boga i Człowieka. Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski... A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim. Nie można było zmienić, a tym bardziej wymazać najbardziej niesprawiedliwego wyroku z historii Boga i człowieka. Jezus Chrystus, Bóg i Człowiek, wypełniał i nadawał sens wszystkim niesprawiedliwym wyrokom śmierci. Wyrok był na miarę grzechu świata i miłości Boga do tego świata. Tak Bóg umiłował świat... Zaślepieni nienawiścią i niezrozumieniem oskarżyciele mogli spojrzeć w niewinną i spokojną twarz Oskarżonego nie tylko na sali sądowej, ale również na szubienicy. Wszyscy, którzy chcieli dowiedzieć się „kogo” i „dlaczego” ukrzyżowano, musieli przyjść pod krzyż, podnieść głowę i popatrzeć w twarz Skazańca. Będą patrzeć na Tego, którego przebili. Niesprawiedliwy wyrok nie zakrył niewinnej twarzy Jezusa z Nazaretu. Cierniowa korona potwierdzała widzialnym cierpieniem, że Jego Królestwo nie jest z tego świata.

9. Spotkanie Jezusa z Marią Magdaleną (J 20, 1-18)

Kogo szukasz? W tym wypadku, to nie był nadużywany frazes czy slogan reklamowy. Miłość nie miała dla niej granic. Gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu.

Tajemnica Wielkiej Nocy z pustym grobem odsłania swoje podwoje i objawia się Wielkim Dniem Zmartwychwstałego. Rozpoczyna się pierwsza, prawdziwa procesja rezurekcyjna. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia... Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono... Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem... Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń... Ujrzał i uwierzył.

Uczniowi, który kochał Jezusa wystarczyło jedynie zobaczyć pusty grób, aby Jemu uwierzyć na słowo. Marii Magdalenie, która również kochała Jezusa, nie wystarczało tylko widzieć niemego świadka zmartwychwstania, ona chciała spotkać i być ze Zmartwychwstałym. Zabrano Pana mego... Kogo szukasz?

Dla kogoś, kto chce tylko mieć i posiadać, poszukiwanie zgubionej czy nowej rzeczy staje się obsesyjnym sensem życia. Kolekcjonerowi rzeczy nie potrzebni są inni ludzie. Oni stanowią dla niego stałe zagrożenie przez fakt bycia potencjalnymi posiadaczami jego rzeczy. Znalezienie lub kupienie rzeczy kończy banalną historię szukania czegoś, aby powiększyć duchowe ubóstwo egoistycznego bogacza. Szukanie zaś kogoś nie kończy nigdy historii spotkań. Ponowne odszukanie kogoś, kogo się znało, rozpoczyna nowy etap ubogacania się sobą. Tym bardziej, kiedy ta niby dobrze znana i umiłowana Osoba rozpoczęła inny, całkowicie nowy etap relacji z ukochanymi przyjaciółmi. Gdy to powiedziała, obróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus... Mario!

Rabbuni. Rozpoznanie dobrze znanego głosu i usłyszenie swojego imienia rodzi radosny akt wiary. W tym przypadku nie może być żadnej pomyłki. To nie może być ktoś inny. Tylko On w ten sposób zwracał się do mnie. Akt głębokiej adoracji nie może jednak zatrzymać w tym samym miejscu ani Jezusa Zmartwychwstałego ani głosicieli Dobrej Nowiny o Zmartwychwstaniu.

Nie zatrzymuj mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci... Wiara rodzi i ożywia adorację, ale jednocześnie nie wyczerpuje się w adoracji. Jezus Zmartwychwstały przekracza granice czasu i przestrzeni, aby być wszędzie i dla wszystkich. Nic zatem nie może usprawiedliwić statycznej wizji Kościoła i bierności jego wyznawców. Od pierwszej Wielkanocy Kościół był zawsze w drodze. Fakt Zmartwychwstania stanowi misyjny dynamizm Wspólnoty Wiary i Miłości. Apostołowie, uczniowie i misjonarze szli głosząc jak Maria Magdalena: Widziałam Pana i to mi powiedział. Jedynie „widzenie” i „dotykanie” Boga może zrodzić wiarygodnego świadka wiary. Dla Ludu Bożego Pierwszego Przymierza takimi świadkami byli prorocy, dla pierwotnego Kościoła Apostołowie i męczennicy, a dla Ludu Bożego Nowego i Wiecznego Przymierza są święci i błogosławieni. Ich wzrastająca liczba, zwłaszcza za pontyfikatu Jana Pawła II, świadczyła i świadczy o żywotności Kościoła – Wspólnoty gromadzącej się, żyjącej i głoszącej Jezusa Zmartwychwstałego. Wciąż żywa historia Kościoła jest pisana życiem świętych, którzy żyli i żyją wśród nas.

10. Spotkanie Jezusa z Tomaszem (J 20, 19-31)

Widzieliśmy Pana! Tajemnica Wcielenia stała się punktem odniesienia dla czasu świata i człowieka, dzieląc go na „przed” i „po” Narodzeniu Jezusa Chrystusa. Tajemnica Wielkiej Nocy zmieniła porządek dni tygodnia stając się pierwszym dniem tygodnia. Rosyjska nazwa niedzieli „woskriesjenie” – Zmartwychwstanie - najpełniej oddaje prawdziwe znaczenie pierwszego i ostatniego dnia tygodnia. Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!” Oto pierwsze słowa Jezusa Zmartwychwstałego skierowane do zatrwożonych uczniów.

Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. Największą radością ucznia Jezusa Chrystusa jest zawsze obecność jego Pana. Tylko On jest prawdziwym i osobowym Źródłem pokoju i radości. Tak jak nie ma radości bez pokoju, tak też nie ma prawdziwego pokoju bez Jezusa Chrystusa. Brak Jezusa w życiu wspólnoty uczniów Chrystusa zrodził poczucie strachu, obawy i niepewności. Całe życie wspólnoty uczniów Jezusa z Nazaretu zostało zachwiane w swych fundamentach bycia i życia we wspólnocie. Jak można być uczniem Jezusa z Nazaretu bez Jezusa? Jak można być wspólnotą uczniów Jezusa Chrystusa bez Chrystusa? A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Teraz, po Zmartwychwstaniu, On będzie z nimi „inaczej”: w nich i poprzez nich. Oni, jako wspólnota uczniów Jezusa Chrystusa, są teraz odpowiedzialni za obecność Mistrza i Jego nauki w nich i poprzez nich w świecie. Wiara w Zmartwychwstanie zmienia radykalnie status uczniów Jezusa. Od tej chwili oni nie będą tylko biernymi naśladowcami Chrystusa, którzy „chodzili za Jezusem” i „słuchali Jezusa”. Teraz, posłani przez Mistrza z konkretną misją, będą szli i głosili Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego. Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.

Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ. Zapewne, po tragicznej śmierci Mistrza, Tomasz czuł się zawiedziony, oszukany i niejako zawieszony w egzystencjalnej próżni. Ten, który wypełniał jego życie i nadawał mu jedyny sens został ukrzyżowany. A myśmy się spodziewali... Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!” Czy to możliwe? Nikt nie chce być zawiedziony czy oszukany po raz drugi w najważniejszych wyborach życia rozstrzygających o swoim „być lub nie-być”. Teraz to musi być pewny, empiryczny lub matematyczny, dowód w stylu „zakładu Błażeja Pascala”. W tym drugim opowiedzeniu się Tomasza „za” lub „przeciw” Jezusowi nie mogło być żadnych „merytorycznych” wątpliwości, przysłowiowych „przydechów” czy sentymentalnych „ale”. Wszystko musiało być zobaczone, wymierzone i dotknięte. Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. Osobowy proces „dochodzenia do wiary” zakłada stopniowe usuwanie swoich najbardziej personalnych barier utrudniających najpierw prawdziwe spotkanie człowieka z człowiekiem w szczerym dialogu przyjaciół, a następnie umożliwia spotkanie Boga w osobowym dialogu Ojca i syna lub miłosne spotkanie osób zakochanych po długim okresie nie widzenia się. Tomasz jednak nie spotkał się z człowiekiem i nie zawierzył „wyznaniu wiary” bezpośrednich świadków Zmartwychwstania. Był konsekwentny w swoim dochodzeniu do wiary. Dopiero bezpośrednie spotkanie z Zmartwychwstałym uwieńczyło jego osobiste poszukiwanie Jezusa zakończone wyznaniem wiary. Pan mój i Bóg mój. Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś?

Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Nawet w najdłuższym życiu człowieka i z zastosowaniem najnowszych zdobyczy techniki nie wszystko można zobaczyć „na własne oczy”, a tym bardziej bezpośrednio dotknąć. Wierzmy rodzicom, nauczycielom czy profesorem, którzy przeżyli, widzieli lub przeczytali więcej od nas, kiedy byliśmy jeszcze w domu, szkole i na uczelni. Wierzymy opisom himalaisty, który stanął na wszystkich ośmiotysiącznikach. Wierzymy fizykowi lub specjaliście z dziedziny embriologii, którzy „na własne oczy” widzieli atom czy pierwszą ludzką zapłodnioną komórkę. Dlaczego tak trudno przychodzi nam „wierzyć w Boga”, o którym mówią nam inni, którzy Go doświadczyli: „widzieli” i „dotykali” Boga w swoim życiu? „Niewierny Tomasz”, nasz największy i najwierniejszy patron, wskazuje nam fundamentalną trudność w wierze i jednocześnie sposób jej przezwyciężenia. Proces osobistego „dochodzenia do wiary” kończy się zawsze spotkaniem z Jezusem, jeśli jest szczerym i wytrwałym poszukiwaniem prawdy. Usuwanie nabytych uprzedzeń, fałszywych założeń czy po prostu zwykłej obojętności w sprawach wiary stanowi właściwą rzeczywistość i płaszczyznę spotkań z zawsze przychodzącym, objawiającym się Bogiem w ludzkiej twarzy Jezusa Chrystusa. Ponadto, żyjemy w wielkiej Wspólnocie Wiary i Miłości, zwanej Kościołem Powszechnym, który poprzez swoich świadków wiary uobecnia Jezusa Zmartwychwstałego. Jego historia wskazuje, od czasu 12 Apostołów do aktualnie żyjących milionów chrześcijan, że nie może ta myśl czy sprawa pochodzić od ludzi. Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem (Dz 5, 38-39). Prorocze słowa mądrego i wierzącego Gamaliela sprawdziły się. Ludzką myślą stworzone imperia czy totalitarne systemy polityczne już dawno leżą w gruzach. Kościół jako myśl i sprawa Boża żyje, ponieważ wciąż żywym jest jego fundament, sens i cel – Jezus Chrystus. Kościół żyje, ponieważ trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni (Dz 5, 29. 32).

Autor: O. Edmund Kowalski CSsR
Odwiedzin: