Słowo Redemptor

II Niedziela Wielkanocna

CZYTANIA

W tym czasie odnajdziemy go jako sędziwego starca, którego dni pracy i życia są policzone, a który mając świadomość, że jego życie dobiega końca, długie godziny spędza samotnie w swoim mieszkaniu opisując historię tamtych przedziwnych dni. Pisze przedziwny „list” do ludzi wszystkich wieków opisując w nim życie, nauczanie i całą działalność Jezusa Chrystusa z Nazaretu. My ten „list” nazwaliśmy Ewangelią – Dobrą Nowiną.

Ale wtedy dla Jana Ewangelisty nie było łatwo napisać o tamtych wydarzeniach. Miał wiele trudności, miał wiele problemów jak przedstawić – opisać wydarzenia, aby były wiarygodne i aby w nie uwierzyli ci wszyscy, którzy nie będą mieli możliwości spotkać osoby Pana Jezusa osobiście, który za swego ziemskiego życia nauczał z ogromną mocą i siłą, uzdrawiał chorych, rozmnażał chleb dla głodnych nawet wskrzeszał umarłych.

Wiele problemów miał św. Jan Ewangelista, aby opisać wydarzenia związane z ustanowieniem Eucharystii, śmiercią Pana Jezusa, Jego Zmartwychwstaniem. Jak przedstawić, aby uwierzyli, aby przyjęli te Prawdy ci wszyscy, którzy przyjdą po nim.

Pisząc właśnie o tym, na chwilę Jan odkłada pióro, siada wyprostowany, zanurza się w myślach, o tym wszystkim co się wtedy wydarzyło, co się wtedy działo.

Jakże ciężko przeżyli śmierć swego Mistrza, przypomina sobie zwątpienie i strach, które stały się ich udziałem podczas tamtych tragicznych, wręcz nie kończących się trzech dni. Kryją się, przebywają za zamkniętymi drzwiami (J 20,19) w obawie przed Żydami, tj. religijnymi przywódcami z Jerozolimy, byli wystraszeni gdyż zostali pozbawieni swojego Mistrza.

Ale też przypomina sobie atmosferę tego spotkania z Jezusem Zmartwychwstałym, który wszedł do wieczernika mimo drzwi zamkniętych i aby udowodnić im, że nie jest duchem spożył z nimi wieczerzę. Jaka radość ich napełniła jaka silna wtedy obudziła się w nich wiara. Wtedy podczas tego spotkania z Jezusem byli pewni, bo zaczęli choć w części rozumieć to wszystko co mówił Pan Jezus odnośnie swojej śmierci i Zmartwychwstania.

Ale jak sobie dobrze przypomina nie było pośród nich Tomasza. To z nim było wtedy tyle problemów. Bo gdy dowiedział się, że Jezus Chrystus rzeczywiście Zmartwychwstał, tak jak wcześniej zapowiedział, wyraził swoją niewiarę: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20,25).

Ale jak sobie św. Jan przypomina to była normalna postawa Tomasza. Czy można było się czego innego od niego spodziewać. On realista, człowiek bardzo praktyczny, człowiek, który ufał tylko temu, czego sam był świadkiem. Widział jak Jezus umarł na krzyżu i to było dla niego niepodważalnym faktem. Widział jak został złożony go grobu więc zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że to nie jest możliwe aby mogli go uczniowie widzieć żywego. I jak teraz ma wierzyć w Jego Zmartwychwstanie. Przecież według logicznego, zdroworozsądkowego myślenia wszystko wskazywało, że nastąpił koniec z Jezusem Chrystusem. Lecz mimo wszystko to zimne logiczne jego myślenie zostało zakłócone niepokojem.

Niepokój ten budziły w nim wiadomości, które do niego docierały. Najpierw niewiasty przyniosły wiadomość, że były rano u grobu i widziały Jezusa Zmartwychwstałego. Ale czy można wierzyć niewiastom, one zawsze takie wrażliwe i tak dużo mówią bez sprawdzenia?

Później podobną wiadomość przynieśli ci dwaj, którzy szli do Emaus. Mówili, że podszedł do nich gdy byli w drodze, Pisma im wyjaśniał – tłumaczył, a gdy Go rozpoznali przy łamaniu chleba, zniknął.

A teraz prawie wszyscy uczniowie, mówią, że widzieli Jezusa Zmartwychwstałego, który przyszedł do nich mimo drzwi zamkniętych i jadł z nimi wieczerzę.

Ale czy to możliwe?

Przecież temu przeczy zdrowy rozsądek, skoro umarł jak mogli Go widzieć żywego.

Jezus, aby złamać niewiarę Tomasza, aby go przekonać. Przychodzi z własnej inicjatywy po raz kolejny aby spotkać się z uczniami: „Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!»” (J 20,26). Tym razem Tomasz jest razem z nimi. Jezus stając wobec uczniów bezpośrednio zwraca się z miłością do Tomasza, tak jakby przyszedł tylko do niego: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!” (J 20,27).
Wobec realizmu tego wydarzenia Tomasz odkrywa Prawdę już jako człowiek przemieniony i wypowiada wspaniałe wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28).

Jednak to nie było jego ostatnie wyznanie wiary w Jezusa Zmartwychwstałego. Kolejne złoży w Indiach gdzie głosząc prawdę o Jezusie, w którego uwierzył, głosząc Dobrą Nowinę o zbawieniu, które Chrystus dokonał na drzewie Krzyża, głosząc Jego śmierć i Zmartwychwstanie, za swoją wiarę odda własne życie. Nie wahał się oddać swojego życia za Jezusa gdyż był pewny, że to co robi jest zgodne z Prawdą, jest tym czego chce Jezus, a dla Jezusa warto nawet umrzeć.

Jednak to nie koniec takich wydarzeń, które w zamian za wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa kończyły się ofiarą z własnego życia.

Piotr umiera ukrzyżowany głową w dół na arenie w rzymskim Koloseum.

Paweł jako obywatel rzymski zostaje ścięty mieczem.

Andrzej ukrzyżowany.

Bartłomiej za głoszenie prawdy o Chrystusie zostaje odarty ze skóry.

Tak oni wszyscy złożyli wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie. To wydarzenie sprawiło, że rozpoczęli Nowe Życie, że głosili potrzebę Nowego Człowieka i Nowego Świata. Swoją wiarą i nauką, którą głosili podpisali wyrok na własne życie. Mogli to zrobić bo uwierzyli, a wiara jest silniejsza nawet niż śmierć.

Jan na chwilę przerywa swoje zadumanie, bierze do ręki pióro i choć po twarzy spływają łzy, pisze słowa: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29).

Gdy dzisiaj czytamy Ewangelie św. Jana, która w centrum postawiła osobę Tomasza wraz z jego postawą niedowierzania nie będzie wielkim nietaktem gdy z tego miejsca zostaną wypowiedziane słowa życzeń skierowane do nas wszystkich. Życzenia złożone z okazji święta patrona nas wszystkich, św. Tomasza wątpiącego, niedowierzającego ale poszukującego Prawdy.

Bo w każdym z nas jest coś z postawy Tomasza, który mówi, że gdy nie zobaczy na własne oczy i osobiście nie dotknie to nie uwierzy.

Chciałbym życzyć sobie i wam wszystkim, aby w nas było coś z Tomasza przemienionego, który doświadczywszy spotkania z Jezusem Chrystusem Zmartwychwstałym z ogromną wiarą woła: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28).

Chciałbym życzyć sobie i wam wszystkim, abyśmy za Tomaszem umieli dawać świadectwo prawdziwej wiary naszym codziennym życiem. Może nigdy nie będzie konieczności byśmy oddali życie za Chrystusa, bo w naszej Ojczyźnie być może nigdy, i wielkie dzięki Bogu za to, że nigdy, nie będziemy prześladowani za wiarę w Chrystusa. Ale prostym świadectwem swojego życia możemy dziś potwierdzić naszą wiarę, tak bardzo prosto przez wierność codziennej modlitwie, przez uczestniczenie w Niedzielnej i świątecznej Mszy św., przez częste korzystanie z sakramentu pojednania i pokuty, przez życie uczciwe, sprawiedliwe, godne osoby wierzącej, która przez sakrament chrztu św. stała się dzieckiem Bożym.

Niech św. Tomasz patron wątpiących, niedowierzających, ale przede wszystkim patron poszukujących Prawdy umocni nas byśmy potrafili żyć Ewangelią Jezusa, Jego przykazaniami, błogosławieństwami i największym przykazaniem miłości Boga i bliźniego. I w ten sposób byśmy stali się świadkami Zmartwychwstałego Jezusa we współczesnej rzeczywistości, która przepełniona jest ogromnym niedowierzaniem i powątpiewaniem w prawdę, że Jezus Zmartwychwstał, prawdziwie Zmartwychwstał.

O. Grzegorz Jaroszewski CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy