Słowo Redemptor

XV niedziela zwykła

 

 

 

Niedziela, 10 lipca 2011 roku, XV tydzień zwykły, Rok A

 

 

 

 

 

Moi Kochani Bracia i Siostry! Dość często da się słyszeć od różnych osób o ich tzw. „spotkaniach po latach”, ze znajomymi, kolegami, koleżankami ze szkoły, studiów. Oprócz wspomnień ze wspólnie przeżytych chwil, nieodłącznym elementem takich spotkań są krążące między uczestnikami opowieści o ich współczesnym życiu, o ich osiągnięciach lub porażkach życiowych. Gdzie pracujesz, jak tam twoja rodzina, gdzie mieszkasz, czy jesteś szczęśliwy, że nie wspomnę, ile zarabiasz, te pytania padają niejako same z siebie.

 

To naturalne, słyszałem kiedyś, przecież człowiek żyje po to, aby coś osiągnąć, aby w życiu coś zdobyć i mieć. Czymże byłoby życie, gdyby nic nie można było o nim dobrego powiedzieć, gdyby nie przyniosło człowiekowi żadnych osiągnięć.

 

 

Słuchając słów Ewangelii o siewcy i plonach, które przyniesie odpowiednia gleba, można powiedzieć, iż mowa jest tu właśnie o tym. Choć większość z nas ma niewiele wspólnego z zasiewem ziarna i uprawą roli, słowa dzisiejszej Ewangelii są nam bardzo bliskie. Wszak przecież są one bezpośrednim poszukiwaniem odpowiedzi na ciągle powtarzane przez nas pytanie: co z tego będzie?, co z tego wyrośnie?, co z niego wyrośnie?, bądź, co z was wyrosło? Często, bardziej lub mniej świadomie, stawiamy sobie pytanie o „plony”, które wyrastają z zasiewu dokonanego w „glebie naszej codzienności”. Tak, jeśli nie zadbasz o odpowiednie warunki, jeśli się odpowiednio nie zaangażujesz, jeśli nie włożysz swojego talentu i sił, to jaki z tego może być owoc, mawiamy. Prawda, oczywiście, ale czyżby Jezusowi, w dzisiejszej liturgii słowa, chodziło tylko o takie rozumienie Jego słów? Nie, nie tylko o zwyczajne „udane życie”, bądź osiągniecie czegoś w ziemskim życiu, wszak tutaj chodzi. O znacznie więcej. O znacznie więcej, bo przecież już z Księgi proroka Izajasza słyszymy, że chodzi tu o „słowo Boże”, o „plony” jakie wyda jego wzrost. Najważniejsze jest Jezusowe „słowo o Królestwie”. To „Ono” stoi w centrum, a nasza uwaga powinna się skupić na „Jego” działaniu. W tym momencie jawi się nam zupełnie inna perspektywa, a nasze spojrzenie przenosi się o wiele dalej, ze spraw czysto ludzkich, na świat Boga i wieczności, ze spraw ziemskich, na sprawy Boże, ze świata zbudowanego tylko przez człowieka, do świata „nie ręką ludzką” uczynionego. Przedziwna jest ta Boża Mądrość, zaczyna mówić tak zwyczajnie, wręcz po „ludzku”, po to by przenieść się, a z nią też człowieka, jego serce i myśl, w zupełnie inną rzeczywistość.

 

Słucham tych Jezusowych słów i jakże jestem Mu za nie wdzięczny. Dziękuję Jezusowi za tę przypowieść z dwóch powodów. Najpierw za to, że uspokoił moje, często skołatane, serce. Życie ma wielki sens, choć wiele wydarzeń codzienności, zwłaszcza sytuacje bezradności i porażek, tzw. ludzkie „przegrane”, chcą powiedzieć coś zupełnie przeciwnego. Życie to nie tylko zbiór ziemskich losów człowieka, lecz również miejsce „owoców”, jakie wydaje siane obficie przez Boga Słowo. Dziękuję, że w te chwile mojego życia, w których, razem z żyjącymi obok mnie ludźmi, zaczynam wołać, czy w tym świecie serce znaleźć jeszcze gdzieś może sprawiedliwość, pokój i nadzieję, wkracza z mądrością Ewangelii, Bóg sieje każdego dnia słowa „swego Królestwa, sprawiedliwości, miłości i pokoju”, a One, w zależności od tego, jak i gdzie zostają przez nas przyjęte, budują świat, tak przez nas wytęskniony.

 

„Księże, czy ja coś w tym życiu osiągnęłam? Męża już dawno nie mam, dzieci starałam się wychować najlepiej jak wtedy umiałam, ale ciągle przed Panem Bogiem jakoś mi nieswojo, bo syn ma problemy z narkotykami, do Kościoła też nie bardzo zagląda. Córka ma swoją rodzinę, ale bez mojej pomocy, często już resztkami sił, bo sama jestem chora, to nie wiem, czy dałaby sobie radę. Mieszkanko marne, pieniędzy tyle, żeby z głodu nie umrzeć. Księże, nie narzekam, inni może mają jeszcze trudniej, ktoś ostatnio mówił do mnie, niczego się w życiu nie dorobiłaś. W porównaniu z bogatymi, pewnie nie, ale kiedy jestem na Mszy św. to dziękuję Bogu za to co mam, za nadzieję i odrobinę jeszcze radości w sercu, za to, że mogę spokojnie w lustro na siebie popatrzeć, bo naprawdę, mimo swoich wad i grzechów, zawsze się starałam by mieć czyste sumienie”, opowiadała pewna pani.

 

Przypominając sobie jej słowa, w świetle dzisiejszej przypowieści ewangelicznej, mogę powiedzieć, osiągnęłaś, osiągnęłaś wiele, wydając „obfity plon”. Słowo Boga, chociaż pewnie zawsze będą w sercu różne wątpliwości, wydaje swoje owoce, szkoda tylko, że dla tak wielu niestety, są one jakby niedostrzegalne, albo nie mają zbyt wielkiego znaczenie w porównaniu z tymi, które wydają się im wręcz bezcenne. Dostrzec to Słowo Boże, pozwalać mu wzrastać w naszym sercu, a co równie ważne, umieć w Jego perspektywie, oceniać i budować swą codzienność, myślę, że to dziś sprawy, o które szczególnie powinniśmy się modlić do Boga. Niewątpliwie pomocą będą nam w tym również spojrzenia na świętych, szczególnie naszych czasów. Jakże dla wielu ich życie skończyło się „bezowocnie”. Co osiągnął św. Maksymilian, Matka Teresa z Kalkuty i im podobni? Masz jeszcze wątpliwości, plon stokrotny wzrostu Królestwa Bożego!!!

 

 

Swoją drogą, kończąc to rozważanie, warto zauważyć, godna podziwu jest ufność Pana Boga w człowieka, iż nie przestaje On nigdy mówić do niego o sprawach przekraczających ludzką wyobraźnie, o życiu w „swoim królestwie”, również i w wieczności. Jednak, czyż może być inaczej? Powołaniem człowieka jest życie w bliskości Boga, Jezus przyszedł do swoich, „by życie mieli” i Mieli je w obfitości”, „by żadne z tych, które zostały Mu powierzone, nie zginęło, aby miało życie wieczne”. Obyśmy byli, jak przypomniał nam św. Paweł, tymi, co oczekują „przyszłej chwały”, oby Słowo Boże wydało w nas swój niewyobrażalnie wielki plon.

 

 

 

 

 

 

Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów

o. Sławomir Podlach CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy