Słowo Redemptor

Środa Popielcowa – Popielec

CZYTANIA

Chcę być realistą. Chcę widzieć siebie w całej prawdzie, a otaczającą mnie rzeczywistość taką jaka jest. W tym dążeniu do realizmu, do prawdy doświadczam faktu przemijania, a słowa podczas obrzędu posypania popiołem „prochem jesteś i w proch się obrócisz”, są oczywiste. Problemem jest, co mam zrobić z tą oczywistością. Wiem, że jest nieuchronna. Czy mam popaść w smutek i apatię? A może rzucić sie w szalony wir życia zgodnie z maksymą „użyjmy świata poki służą lata”? Czy to nie z takiego widzenia wyrósł zakończony co karnawał? – A może zamknąć oczy na fakt przemijania, żyć jakby wszystko trwało zawsze? Są być może możliwe inne postawy.

Ja świadomie chcę się zatrzymać nad garstką prochu, w którą się niewątpliwie zmienię. Chciałbym ocalić siebie, chciałbym być z tylu drogimi mi ludźmi, którzy odeszli w stan prochu. Smutno mi, kiedy uświadamiam sobie, że kończy się dla mnie szumiący górski potok, śpiew ptaków i las. W swym realizmie nie chcę tworzyć sobie ułudy, kolorowych baśni. W tej kruchości siebie i świata, wśród greckiego „panta rhei” szukam tego, co trwałe, co ocala. Logiczny rozum domaga się tego, domaga się sensu, podprowadza do istnienia trwałego. Mój niepokój usiłuje chodzić drogami rozumowych zmagań. Rezultaty tych zmagań nie uspokajają mych lęków jednak do końca.

Przez ten zgiełk pytań, obaw, wątpliwości przebija się radosna, choć i niepojęta wieść, że jest ktoś, kto przeszedł moją drogą, doświadczył losu przemijania, wszedł w rzeczywistość grobu, który spopiela wszystko – i żyje! Więcej! Zapewnia mnie, że jest to możliwe i dla mnie. Możliwe, jeśli Mu uwierzę, jeżeli wejdę na Jego drogę, na której zresztą jestem od momentu chrztu świętego, jeżeli zechcę swoje życie kształtować według Jego słów: „Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68). Oczywiście, że tym człowiekiem jest Jezus, który dziś przez pośrednictwo kapłana zaprasza, wzywa: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, a także oczekuje piotrowego: „A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (J 6,69). Chrystusowe „nawracajcie się” wypowiadane dziś nad nami sygnalizuje mi, że to nie do końca jest tak, iż On stał się centrum mojego życia. A w każdym bądź razie jest pytaniem, czy szukając tego, co trwałe, co mnie ocali, co da życie pełne i na zawsze, zbliżam się coraz bardziej do Niego, wzrastam w Jego życiu zapoczątkowanym we mnie na chrzcie świętym?

A więc Jego słowo, On jako Słowo Boga do mnie i dla mnie. Wierzyć w Ewangelię. Jak można wierzyć w nią, to znacy w niego, wierzyć Jemu, nie czytając, nie rozważając Jej, nie rozmawiając z Nim o Niej? „Panie, do kogoż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”. A więc Jego wezwanie dziś do nawrócenia jest zaproszeniem do brania do ręki Ewangelii, wnikania w Nią, abym coraz bardziej patrzył na świat, na moją codzienność oczami Jezusa, myślał jak On, stosował Jego kryteria oceny i wartościowania. To od Niego mam się uczyć zawierzenia Bogu, zaufania i pełnienia Bożej woli, myśleć po Bożemu a nie po ludzku, nie w kategoriach przemijającego świata (por. Mk 8,33). Wielkopostne nawrócenie prowadzące do radości paschalnej oznacza więc pełniejsze zaprzyjaźnienie się ze Słowem Bożym. Dzisiejszy fragment Ewangelii podaje nam konkretne środki wchodzenia w pełnię Chrystusowego życia, w chwałę zmartwychwstania: modlitwa, jałmużna i post. Modlitwa, która defirmowana jest jako rozmowa, wyjątkowa rozmowa z Bogiem. Wyakcentować chcę w tej wielkopostnej rozmowie przede wszystkim słuchanie, zastanawianie się nad tym, co Bóg ma mi do powiedzenia przez wspomnianą już lekturę Bożego Słowa, ale także przez wydarzenia codziennego życia, spotykanych ludzi, ich radości i troski. Bóg zaprasza mnie przez swój Kościół, abym zechciał usłyszeć, odkrywać i zdumiewać się Jego miłością poprzez nabożeństwa wielkopostne takie jak Droga krzyżowa, Gorzkie Żale. Bóg pragnie mówić do mnie w wielkopostnych rekolekcjach, do których niekiedy tak trudno mnie przekonać, szkoda mi czasu. I nie wiadomo dlaczego szkoda mi czasu dla siebie samego, dla posłuchania Tego, który mnie ukochał aż do męki i śmierci krzyżowej.

To moje modlitewne wsłuchiwanie się w Boga winno odkryć mi prawdę o mnie, czemu i komu tak naprawdę służę, w czym szukam spełnienia, oddaję cześć. Trzeba, abym stanął w prawdzie u początku Wielkiego Postu i dał się przekonać św. Pawłowi z drugiego czytania dzisiejszej liturgii słowa: „W imię Jezusa Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (2Kor 5,20). To teraz, u początku Wielkiego Postu, jest najgłębszy sens otworzyć się na Boże miłosierdzie w Sakramencie Pokuty, aby w ten sposób pozwolić Bogu na uświęcenie mnie, upodobnienie do siebie. Jakżeż Bóg będzie mógł mówić do mnie, powierzać mi tajemnice swojej miłości skoro moje myśli, uczucia zaryglowane są nieprzyjaźnią grzechu, przez grzech zabraniam Mu wstępu do mego wnętrza? Jakżeż w tym czasie, gdy w szczególniejszy sposób Kościół wnika w tajemnicę Miłości, która z powodu grzechu dała się przybić do krzyża, ja uparcie odtrącam miłość, trwając w grzechu, a trwając w nim, trwam w śmierci. Przed chwilą psalmista wołał: „Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego” (Ps 51,4).

Moje nawracanie i pełniejsze uwierzenie Ewangelii ma mnie bardziej upodobnić do Jezusa, napełnić Jego zmartwychwstaniem. Ale jeżeli tak, to trzeba z mojej strony usłyszeć i wprowadzić w czyn Jego słowa: „Kto spożywa moje Ciało (...) ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. (...) Kto spożywa moje Ciało (...) trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,54-56).

Trzeba także usłyszeć oświadczenie Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Przed chwilą więc Jezus mówił mi o dyskretnej jałmużnie, o delikatnej pomocy moim bliźnim. A będzie nią mój czas, moja obecność, moje podzielenie się pieniądzem, ale także doświadczeniem i wiedzą, moją wiarą i zaufaniem, przeżywaniem Boga, moją radością. Będzie to praktyczne zatroskanie się o moja rodzinę, parafię, ojczyznę.

Dzisiejsza Ewangelia podpowiada mi jeszcze jeden środek na drodze nawracania się, przemiany, a jest nim post. To Bóg sam uświęca, daje mi udział w swoim życiu, ale szanując moją wolność, którą mnie obdarzył, potrzebuje niejako, abym usunął przeszkody, które rozstawiłem między sobą a Nim. Żeby mógł mnie przebóstwić, potrzeba mojej zgody, powierzenia Mu siebie. A jak mam Bogu pozwolić uświęcać siebie, powierzyć Mu siebie skoro jestem zniewolony, nie posiadam siebie. Rządzi mną zmysłowość, lenistwo, nienawiść, alkohol, narkotyki, papierosy, internet, telewizja, egoizm... I wiele innych bożków panuje nade mną, steruje mną. Trzeba mi je rozpoznać i podjąć starania, aby je przezwyciężyć. A więc zdecydowana odpowiedź na pytanie, co odgradza mnie od Jezusa, co odrzucić, co sobie nakazać, w czym się ćwiczyć.

Post, jałmużna i modlitwa są niejako współzależne od siebie.

Post, który pozwala mi panować nad sobą, otwiera mnie na potrzeby braci, otwiera mnie równocześnie na Boga, prowadzi do słuchania Go, do modlitwy.

Modlitwa zaś umacnia nasze siły duchowe, uzdalnia do wysiłku, oświeca umysł i serce, daje wytrwałość i napełnia pokojem i radością.

Nie chcę być jedynie garstką prochu, którą dziś posypią moją głowę. Wierzę w Jezusa Chrystusa, który prawdziwie umarł, ale zmartwychwstał i żyje. Wierzę Mu, że na chrzcie świętym zapoczątkował we mnie swoje zmartwychwstanie, że mogę w nim wzrastać. Chcę się nawrócić do Niego całym sercem, uznaję przed Nim moją grzeszność i pełen wdzięczności za czas Jego łaskawości i miłosierdzia, podejmuję post, jałmużnę i modlitwę, proszę Go o ogarnięcie mnie swoim miłosierdziem w Sakramencie Pokuty, pragnę się karmić Chlebem Eucharystycznym na życie wieczne.

o. Józef Gęza CSsR - Przełożony Klasztoru Redemptorystów w Grodnie (Białoruś)

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy