Słowo Redemptor

IV niedziela zwykła

 

 

 

Niedziela, 29 stycznia 2012 roku, IV tydzień zwykły, Rok B, II

 

 

 

 

 

Księga Powtórzonego Prawa to jakby testament Mojżesza. Raz jeszcze przypomina on wielkie wydarzenia w historii Izraela, tak przecież wtedy świeżej, wszak minęło zaledwie 40 lat od wyjścia z niewoli. Wiemy, że testament jest czymś ważnym, staramy się pamiętać słowa testamentu, po to, by wypełnić wolę tego, którego już nie ma wśród mieszkańców tego świata.

 

W dzisiejszym pierwszym czytaniu Mojżesz przypomina wydarzenie na Horebie. Objawienie się Boga wtedy, gdy przekazywał ludowi wybranemu Dekalog, co opisane jest w Księdze  Wyjścia w rozdziale 20. Lęk sprawił, że woleli uciec stamtąd, oddalić się, korzystać z pośrednika. Czyżby nie wiedzieli o co proszą tak naprawdę?

 

Bóg wykorzystał tę ich prośbę, żeby zapowiedzieć proroka na wzór Mojżesza, ale jeszcze potężniejszego w słowie i czynie. „Pan Bóg twój wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał”.

 

Wiemy, że to zdanie odnosić się będzie do całej misji prorockiej w historii świętej, aż nadejdzie Ten, który będzie nauczał z mocą jako mający władzę.

 

Przy okazji Bóg daje wyraźne wskazania każdemu z tych, którzy przemawiają w Jego imieniu, zatem i nam, dziś głoszącym. Możemy i musimy mówić to, co nam Pan rozkazał. Nie można trwożliwie uchylać się od spraw trudnych, czy – według świata – kontrowersyjnych. Jeśli sprawa ma wpływ na nasze moralne wybory, na nasze pogłębienie bądź spłycenie wiary nie wolno nam się uchylać trwożliwie. Również, a może przede wszystkim wtedy, gdy ktoś będzie się gwałtownie sprzeciwiał naszemu nauczaniu. Obserwujemy to dość wyraźnie teraz, w konkretnych sytuacjach. Nowe technologie pozwalające ingerować w powstanie nowego życia, in vitro, manipulacje genetyczne nie mogą być wolne od oceny moralnej. Niewątpliwie nie wszystko co jest technicznie możliwe jest dopuszczalne z etycznego, a tym bardziej moralnego punktu widzenia. A że wzbudza to sprzeciw, czasem wprost wściekłość tych, co chcą być „panami życia i świata”, to nas nie dziwi. Niemniej nie zwalnia od obowiązku mówienia życiu – TAK!, manipulacjom – NIE!; Bogu – TAK!, człowiekowi, który próbuje zająć miejsce Stwórcy – NIE!.

 

Nie brakuje dziś „proroków” występujących w imieniu rozmaitych bogów obcych, a to nauki bez zasad, a to wolności bez granic („Róbta co chceta, ...”), a to polityki bez odpowiedzialności. Czasem się niepokoimy, czy nas to wszystko nie przytłoczy, nie zaleje, nie zniszczy. Słuchając Bożego słowa możemy być spokojni – Pan zażąda od nich zdania sprawy!

 

Gdy nadeszła pełnia czasu zesłał Bóg nie tylko proroka! Zesłał swojego Syna, który po chrzcie w Jordanie rozpoczął swoją publiczną działalność. Widzimy Go dziś w Kafarnaum. Musiało tamtym ludziom zaimponować nauczanie Jezusa, skoro porównywali je z nauczaniem ich biegłych w Piśmie św. To porównanie wychodziło na korzyść Jezusa. Słuchacze wyczuwali, że ma On nie tylko coś do powiedzenia, ale ma też władzę. Bardzo szybko też przekonali się, co to za władza.

 

Diabeł mądrzejszy jest od człowieka – potrafił rozpoznać w Jezusie kogoś wielkiego, kogo tym razem nazwał Świętym Bożym. W innym miejscu nazwie już wprost Synem Bożym, niby pytając, ale bardziej prowokując – jeśli jesteś Synem Bożym!

 

Jeszcze jedno warto zauważyć – zły duch nie mówi o wierze, on mówi: „wiem kim jesteś!” Zły duch ma lepsze rozeznanie niż my, ludzie. My, póki żyjemy na tym świecie jesteśmy na etapie wiary, a nie wiedzy.

 

Czy można czegoś się nauczyć nawet od złego ducha? Można, jeśli przyjmiemy, że wyrwało mu się to wyznanie z powodu przerażenia. Oto kończy się jego władza, przyszedł Ktoś, kto zada ostateczny cios Złemu.

 

Na razie wyrywa z sideł szatana konkretnego człowieka, ale przyjdzie czas, gdy dokona tego względem wszystkich ludzi mocą swojej Śmierci i Zmartwychwstania. Zaiste miał rację zły duch … Jezus przyszedł na ich zgubę!

 

W synagodze słuchali Jezusa ze zdumieniem.

 

Chyba wolno zapytać – a jak ja słucham?

 

Jak my słuchamy?

 

Jakże często z niedowierzaniem! Czy na pewno to pochodzi od Boga? A może to tylko wymysł Kościoła i wcale nie musimy brać tego aż tak na serio, bo nadejdą inne czasy i nauka się zmieni. Słyszymy czasem na kolędzie, czy też mówiąc ściślej – w czasie wizyty duszpasterskiej takie wersje: „…Przecież nauka Kościoła też się zmienia!” I w sumie mają rację, bo nauka Kościoła zmienić się może, ale nauka Boża nigdy. Zatem to co jest tylko dyscypliną Kościoła może ulec modyfikacji, ale nie podlega jej Słowo Boże przez tenże Kościół głoszone.

 

W to zróżnicowanie wpisuje się już to, co dziś powiedział nam św. Paweł odnośnie bezżenności. Nie jest to nakaz wynikający z Pisma św., jest to jego osobista rada, rada dla tych, którzy chcą wciąż trwać przy Panu. Stąd wykształciło się w historii Kościoła życie zakonne ze ślubami rad ewangelicznych – czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.

 

Chciejmy rozpoznawać Jezusa Chrystusa w Kościele, jak rozpoznawano Go w synagodze. Chciejmy uznawać władzę Jezusa na tym świecie i w naszym konkretnym życiu. Chciejmy również słuchać dobrych, życzliwych rad, których nam udzielają mądrzy ludzie. Inaczej mówiąc: Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Duszpasterz w Parafii św. Józefa i sanktuarium Matki Bożej Nieustającej
Pomocy w Toruniu (Toruń-Bielany)

o. Marian Krakowski CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy