Słowo Redemptor

IV niedziela zwykła

 

 

 

Niedziela, 03 lutego 2013 roku, IV tydzień zwykły, Rok C, I

 

 

 

 

 

Dzisiejszy fragment Ewangelii według św. Łukasza opisuje początek publicznej działalności Jezusa Chrystusa. Już w minioną Niedzielę w Ewangelii czytaliśmy,  jak Jezus przybywa do swojego rodzinnego miasta, do Nazaretu. Przychodzi w szabat do synagogi, aby tam zgodnie ze starym zwyczajem wziąć zwój Pisma św. i odczytać fragment tekstu proroka Izajasza. Słowa o słudze Pańskim Jezus odniósł do siebie, mówiąc, że dzisiaj spełniły się one na Nim. Obwieścił więc uroczyście, że jest Mesjaszem, który przez Ducha Świętego został namaszczony, aby mógł pełnić swoją misję. Dzięki temu będzie mógł głosić Dobrą Nowinę, wyzwalać tych, którzy są zniewoleni grzechem, otwierać oczy i serca ludzi na Boga i wiarę.

 

 

Warto zwrócić najpierw uwagę, jak ludzie w synagodze zareagowali na słowa Jezusa? Przemówienie Jezusa wywołało rozbieżne odczucia. Jedni przyświadczali Mu i byli pełni podziwu dla Jego mądrości. Ogarnęło ich zdumienie, jak mówi Ewangelista: „dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego”. Ale drudzy nie mogli przyjąć tego, że On przypisuje sobie godność mesjańską. Znali Go przecież od dziecka, znali Jego ojca Józefa, dlatego stawiali sobie pytanie: „czyż nie jest to syn Józefa?” Kiedy jednak piękne słowa Jezusa im nie wystarczyły, zaczęli domagać się cudu i wtedy usłyszeli gorzkie słowa: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”. To ich zbulwersowało. Zrodziło niechęć do Niego, a nawet wrogość. Na te słowa unieśli się gniewem i wyrzucili Go ze swojego miasta. Jezus odrzucony przez swoich, zwrócił się więc z orędziem zbawczym do innych ludzi.

 

Ta sytuacja z synagogi nazaretańskiej powtarza się i dzisiaj. Są przecież wokół nas ludzie, w których zbawcze orędzie Jezusa wyzwala radość, podziw i entuzjazm wiary. U innych zaś rodzi niepokój, niezadowolenie, odrzucenie, złość i rozterki.

 

Przeżywając Rok Wiary, postawmy sobie dzisiaj pytanie, jaka jest moja reakcja na słowa Jezusa? Czy nie jestem podobny do mieszkańców Jego rodzinnego Nazaretu? Słucham Jezusa, jak długo Jego nauka mi odpowiada, ale kiedy zaczyna On stawiać wymagania, kiedy czyni mi pewien wyrzut, odrzucam Go. Może i ja jestem wewnętrznie rozdarty: z jednej strony szukam prawdy, a z drugiej strony uciekam od niej, pragnę dobra i niszczę je, tęsknię za Bogiem i zabijam Go w sobie czy w innych.

 

Zauważmy, że człowiek który spotyka i poznaje Jezusa, powinien się do Niego ustosunkować. Ponieważ został obdarowany wolną wolą, ma możliwość wyboru, może Go przyjąć albo odrzucić.

 

Ponieważ wiara jest łaską, o przyjęcie Chrystusa z wiarą trzeba się modlić. Trzeba też prosić o pomoc, aby móc swoje życie układać według Jego nauki. Bywa bowiem i tak, że człowiek broni się przed przyjęciem Jezusa, gdyż boi się konsekwencji wynikających z Jego przyjęcia. Czasami – podobnie jak mieszkańcy Nazaretu – chciałby Go strącić w jakąś przepaść, aby rozpłynął się w nicości, aby wszelki ślad po Nim zaginął. Gdy rozejrzymy się wokół nas, zauważymy, że dzisiaj czyni się wiele wysiłków, aby pozbyć się niewygodnego, wymagającego Chrystusa, który ma odwagę nazywać rzeczy po imieniu, wskazywać zło, ale i leczyć zranienia. Czasem niektórzy myślą, że lepiej Go obejść, bo inaczej trzeba by było zmienić swoje życie.

 

W przyjęciu Jezusa i Jego orędzia dużą rolę odgrywa przykład ludzi wierzących, którzy dają świadectwo, iż są chrześcijanami w rodzinie, w życiu zawodowym, publicznym, w wykorzystywaniu charyzmatów i pełnieniu posług, do których są powołani. Współczesny świat szczególnie potrzebuje dziś wiarygodnego świadectwa osób mających umysł i serce oświecone przez Słowo Boże i zdolnych otwierać serca i umysły wielu innych ludzi na pragnienie Boga i prawdziwego życia, które nie ma końca. Patrząc na ich życie, możemy otwierać przed Jezusem nasze serca, aby przyjąć Boże dary.

 

Dużą pomocą będzie też modlitwa o odwagę potrzebną do przyjęcia Chrystusa w sposób osobisty, z zaufaniem i miłością, jako swojego Odkupiciela i Uzdrowiciela. Jezus nie może być potraktowany jak intruz, ale jak oczekiwany, upragniony gość, który wnosi w nasze życie pokój i miłość. Trzeba Go przyjąć nawet wtedy, kiedy rodzi się w nas jakiś bunt wewnętrzny, kiedy nawet jest On dla nas niewygodny, kiedy stawia wysokie wymagania. Bowiem Jezus przychodzi, żeby nas wyzwolić z choroby serca, którą jest grzech. Jedyną receptą Jezusa jest miłość, albowiem wiara „działa przez miłość” (Ga 5,6). O tej miłości pisze dzisiaj św. Paweł w swym pięknym hymnie, który słyszeliśmy w drugim czytaniu. Poprzez ten wspaniały hymn apostoł Paweł dał świadectwo Chrystusowi, zwycięzcy śmierci, żyjącemu na wieki. Jezus bowiem ma na imię Miłość.

 

Również i dzisiaj hymn o miłości może być pewną pomocą w przezwyciężeniu naszych wewnętrznych rozterek i dylematów, gdy zastanawiamy się nad wyborem, jakiego mamy dokonać: przyjąć Chrystusa czy Go odrzucić.

 

Jeśli weźmiemy do ręki wspomniany trzynasty rozdział Pierwszego Listu do Koryntian i w miejsce słowa „Miłość” wstawimy imię „Jezus”, otrzymamy wymowny obraz Jezusa z Nazaretu, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, który jest Miłością. Otrzymamy biblijne ukonkretnienie tej miłości w osobie Jezusa, który jest cierpliwy, łaskawy, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą. Zobaczymy Jezusa, który nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego. Dostrzeżemy Chrystusa, który nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wreszcie, wspominając na Jego krzyż, ujrzymy Pana, który wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Wyznając wiarę w Jego zmartwychwstanie zobaczymy, że miłość nigdy nie ustaje.

 

 

Drodzy Bracia i Siostry. Jeśli już wierzymy w Jezusa, starajmy się jeszcze wyraźniej opowiadać za Nim w naszych codziennych decyzjach, postawach i uczynkach miłości. Wiara bowiem rośnie, gdy jest przeżywana jako doświadczenie doznawanej miłości i kiedy jest przekazywana jako doświadczenie łaski i radości. Powoduje, że życie wierzących wydaje owoce, bo dzięki nadziei serce rośnie i umożliwia składanie skutecznego świadectwa. Otwiera też serca i umysły słuchających na zaproszenie Pana, aby przylgnęli do Jego słowa, aby stali się Jego uczniami. Jeśli na nowo odkryjemy w wierzeniu radość, odnajdziemy też zapał do przekazywania wiary. Niech Chrystus, który jest miłością, wypełnia nasze serca i pobudza nas do ewangelizacji.

 

Jeśli zaś szukamy jeszcze właściwej odpowiedzi, jeśli zastanawiamy się, jaką drogę wybrać, prośmy gorąco Boga o dar wiary, o umiejętność zaufania i przyjęcia Jezusa z miłością. Niech modlitwa słowami tak dostosowanego hymnu o Jezusie-Miłości zrodzi w nas odwagę przyjęcia Go jako naszego Pana i Odkupiciela, który wniesie w nasze życie prawdziwą miłość. Wiara, która działa przez miłość, stanie się wtedy nowym kryterium myślenia i działania, które przemieni całe nasze życie.

 

 

 

 

 

 

Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, wykładowca teologii duchowości w Wyższego Seminarium Duchownego Redemptorystów w Tuchowie,
oraz Radny Zwyczajny Zarządu Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Warszawa

o. Sylwester Cabała CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy