Słowo Redemptor

Życie to piękna drogocenna perła …

 

 

 

 

Kiedy umiera bliska nam osoba uświadamiamy sobie, kim ona dla nas była i jak bardzo nam jej będzie brakowało. Dopiero wtedy zaczynamy rozumieć, czym jest nasze życie...

 

Jedna stara żydowska opowieść mówi o pewnym małżeństwie, które miało jedyne dziecko – pięcioletnią dziewczynkę o imieniu Lucja. Rodzice bardzo kochali swoją córeczkę i mieli z niej wielką radość. Ojciec rodziny był rabinem w synagodze. Był zawsze wierny Bogu i próbował żyć według Jego przykazań. Codziennie rano wychodził, aby się modlić, później pomagał ubogim, odwiedzał tych, którzy potrzebowali pocieszenia i do domu wracał dopiero późnym popołudniem, aby przynajmniej resztę dnia spędzić ze swoją rodziną. Jego małżonka była prostą kobietą, która cały dzień zajmowała się obowiązkami domowymi. Pewnego razu ojciec musiał wyjechać na kilka tygodni do dalekiego kraju, aby załatwić jakąś bardzo ważną sprawę. Po kilku dniach jego nieobecności jego córka niespodziewanie zachorowała a ponieważ choroba ta była bardzo poważna i nie było dla niej lekarstwa, Lucja za kilka dni zmarła. Niespodziewana śmierć dziewczynki była wstrząsem dla wszystkich, którzy ja znali. Ojciec o śmierci swojej córeczki nic nie wiedział. Były to bowiem czasy, w których nie było jeszcze telefonów komórkowych ani poczty e-mailowej. Dlatego też, gdy wrócił do domu, niecierpliwie dopytywał się, gdzie jest Lucja. Zauważył jednak, że jego małżonka jest zmartwiona, zatroskany więc zapytał, co się stało.

„Wiesz, mój mężu”, zaczęła nieśmiało mówić, „jestem smutna, bo mam pewien dylemat. Kilka lat temu przejeżdżał naszym miastem pewien bogaty mężczyzna. Miał ze sobą duży majątek. Mówił, że jedzie na jakiś czas do bardzo niebezpiecznych miejsc i że ma u siebie jedną bardzo drogocenną perłę, którą boi się tam zabrać. Powiedział, iż słyszał od ludzi, że jesteśmy rodziną, której może ufać, dlatego postanowił, że ją zostawi u nas. Miałam się o nią troszczyć i pilnować jej. Ta perła była bardzo cenna i piękna. Nigdy nie widziałam nic, co by mi sprawiło więcej radości. Dlatego bardzo ją polubiłam i wręcz życzyłam sobie, aby już na zawsze należała do nas. Tydzień temu jednak ów kupiec wrócił i zabrał ją z powrotem. Bardzo trudno było mi ją oddać i choć to uczyniłam, teraz bardzo za nią tęsknię i chcę ją z powrotem. Co myślisz, jak powinnam postąpić?” Mąż został przez chwilę zdziwiony, bo nie spodziewał się, iż jego żona ma jakieś tajemnice, o których mu nic nie powiedziała. Zastanowił się więc, próbując jak najlepiej zrozumieć postępowanie swojej żony, pogłaskał ręką swoją czarną gęstą brodę, potem spojrzał żonie w oczy i powiedział: „Przecież ty wiesz, że ta perła nie należy do ciebie, przyzwyczaiłaś się do niej, lecz ona nie jest twoją własnością. Miałaś się o nią tylko zatroszczyć i znając cię – na pewno to robiłaś jak najlepiej umiesz. Teraz jednak przyjmij to, iż ta perła została ci zabrana z powrotem. Bo chociaż ona była przez kilka lat u ciebie i ty przyzwyczaiłaś się do niej i polubiłaś ją, to jednak cały czas nie należała ona do ciebie, lecz należała tylko i wyłącznie do właściciela.” Żona wtedy spojrzała swojemu mężowi głęboko w oczy i powiedziała: „Myślałam, że tak powiesz i masz rację, bo tak trzeba postąpić. Lecz jest mi bardzo trudno to przyjąć, bo tym właścicielem jest sam Bóg, a tą drogocenną perłą jest nasza córeczka Lucja.” Mąż wtedy wszystko zrozumiał, wpadł w ramiona swojej żony i razem gorzko rozpłakali się.

 

Droga Rodzino wiem, że i wam ciężko rozstać się z tą drogocenną perłą, jaką na pewno była wasza ukochana mama i babcia, Pani Agnieszka. Bóg dał wam ją na liczne lata, aby była dla was darem i pomocą. Kochaliście ją i kochacie ją nadal bardzo mocno, bo to za jej pośrednictwem otrzymaliście od Boga dar życia. Bo życie jest zawsze bezcennym darem. Tak jak wasze życie jest darem, tak samo darem było życie Pani Agnieszki. Darem wypożyczonym na nieokreślony nam czas, po to byśmy go jak najlepiej wykorzystali. I wy sami najlepiej wiecie, że pani Agnieszka wykorzystała ten dar naprawdę bardzo dobrze.

 

Cenny dar wypożyczony na chwilę. Trudno się z tym pogodzić. Człowiek chciałby decydować o swoim narodzeniu i śmierci. W dzisiejszych czasach niejednokrotnie jesteśmy tego świadkami. Próbuje się decydować, kto i kiedy ma się narodzić, a gdy starość się już znudzi, decydować o swojej dacie śmierci. A jednak nasze życie jest darem. Nie należy do nas. Jak często o tym zapominamy...

 

Pani Agnieszka już z całą pewnością spotkała się z Bogiem. Lecz jej śmierć jest okazją do spotkania się z Bogiem również dla nas. Bo śmierć i cierpienie mogą być i dla nas szansą do uświadomienia sobie, iż jesteśmy tylko ludźmi, a nie bogami. I to doświadczenie może nam pomóc spotkać Boga prawdziwego, Boga mocnego i zarazem miłosiernego. Boga, który staje na początku i na końcu życia. Bo tylko, gdy widzimy swoją małość i ograniczoność, zaczynamy dostrzegać kogoś Większego. Wychodzimy ponad nasze codzienne doczesne sprawy i widzimy, że życie to coś więcej. Jest to dla nas okazja, by uświadomić sobie, że musi się skończyć. I gdy wierzymy, że jakaś cząstka nas – to znaczy dusza – pozostanie na zawsze, to powinniśmy o tym pamiętać również w naszym codziennym postępowaniu i decyzjach. W każdym człowieku jest bowiem pragnienie życia wiecznego. Życia, które będzie całkiem inne i które nigdy się nie skończy. Lecz na to, jakie ono będzie, trzeba nam „zapracować” tutaj na ziemi.

 

Jest jeszcze jedna prawda, o której zapominamy nawet bardziej niż o śmierci. Tą prawdą jest zmartwychwstanie Chrystusa. Może dlatego w nas tyle smutku. Płacz jest oczywiście czymś naturalnym w tej chwili, bo rozstajemy się z ukochaną osobą. Rozstajemy się z nią jednak tylko na jakiś czas – dłuższy czy krótszy – nikt z nas nie wie. Ale mamy przecież nadzieję. Nadzieję na życie wieczne. Jest nią sam Jezus, który zmartwychwstał jako pierwszy spośród umarłych. Czy wierzycie w to? Czy wierzycie, że Chrystus zmartwychwstał? Jeśli tak, niech wyznaniem tej wiary będzie wasza modlitwa za zmarłą Agnieszkę. Módlcie się więc za nią i żyjcie tak, aby wasze spotkanie z Bogiem oraz ze wszystkimi, którzy nas wyprzedzili na drodze do życia wiecznego, było jak najbardziej radosne.

 

 

 

 

 

Brat Peter Labant CSsR – Student V roku WSD Redemptorystów w Tuchowie (Słowacja – Wiceprowincja Michalowce)

Homilia napisana pod kierunkiem o. lic. Grzegorza Jaroszewskiego CSsR w ramach ćwiczeń homiletycznych
w WSD Redemptorystów w Tuchowie w 2010/2011 roku.

 

 

 

 

 

Brat Kleryk Peter Labant CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy