Słowo Redemptor

To nie tak miało być…

 

 

 

 

 

 

 

 

Pogrążona w smutku Rodzino

 

Drodzy Przyjaciele, Koledzy, Koleżanki!

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Życia Roberta jak okręt podczas ogromnej burzy rozpadło się nagle i niespodziewanie. Ale Robert nie zginął. Przez całe swoje życie opowiadał się po stronie dobra, prawdy, uczciwości, po stronie Jezusa. W swoim życiu ukochał Chrystusa, do Którego przylgnął, z Którym się związał, odkąd jego rodzice przez sakrament chrztu świętego pozwolili mu narodzić się dla Boga. Od chwili sakramentu chrztu świętego Chrystus był przy Robercie,  Któremu Robert bezgranicznie od początku zaufał. Każdego dnia wytrwale szukał w swym życiu Jezusa, by odpowiadać na Jego nieskończoną miłość, by dawać piękne świadectwo o swoim chrześcijańskim powołaniu do świętości. A kiedy życie stawiało przed nim wyzwania – zadania, czasem bardzo trudne, to zawsze szukał ratunku w Chrystusowym krzyżu.

 

Jak ten zakonnik, który przeżywając trudności ze swoją wiarą postanowił wyjechać na misje, bo sądził, że tam odzyska i na nowo rozpali swoją wiarę. Wypłynął więc statkiem przez ocean i pewnego dnia siedząc i modląc się w kaplicy pod pokładem, wpatrywał się w duży drewniany krzyż, próbując zrozumieć jego istotę, próbując zrozumieć sens męki Chrystusa. Nagle rozpętała się potężna burza, która miotała okrętem na wszystkie strony. Przerażony mnich podbiegł do krzyża i objął go mocno, szukając ratunku. Statek rozpadał się i kawałek po kawałku szedł na dno. Wokoło słychać było odgłos pękających desek, łamiącego się niczym zapałka masztu, krzyki ludzi, którzy ginęli. A mnich, mimo nawałnicy, trwał obejmując mocno krzyż, trwał mimo wielkiego lęku, przytulony do drewnianego krzyża, choć po kaplicy, w której siedział nie było już śladu. W końcu burza ustała, wody oceanu uspokoiły się. Mnóstwo kawałków zniszczonego okrętu unosiło się na wodzie. Także i duży drewniany krzyż unosił się na wodzie, a wraz z nim przytulony do drewnianego krzyża, przerażony, ale ocalały mnich. Już nie potrzebował rozpalać swojej wiary na nowo. Przez to doświadczenie zrozumiał krzyż Chrystusa. Zrozumiał, że krzyż Chrystusa jest dla niego ocaleniem. Chrystus przelał krew na krzyżu, aby go ocalić, aby nie zginął w otchłani śmierci.

 
Chrystus przez krzyż odkupił człowieka, wyrwał go ze szponów śmierci i otworzył dla człowieka drogę do nieba. Zgromadzeni dzisiaj podczas tej uroczystości żałobnej mocno wierzymy, że tą otwartą drogą Robert wchodzi do nowego, lepszego życia. A krzyż, który stanie na jego grobie, będzie świadectwem dla nas wszystkich, że śmierć przegrała, że nie ma władzy nad nikim, kto zaufał w swoim życiu Chrystusowi, że Robert żyje już w nowym życiu, i że w tym nowym życiu wszyscy się kiedyś spotkamy.

 

Póki co, my pogrążeni w żalu i smutku, stajemy razem przy jego trumnie. Gromadzi nas tutaj i łączy miłość do tego, którego dziś żegnamy oraz niewypowiedziany żal i smutek z powodu jego nagłego odejścia. Jesteśmy tutaj razem, bo razem jest trochę łatwiej przeżyć żal i smutek takiego pożegnania.

 

Podczas tej dzisiejszej uroczystości jesteśmy niczym niewidomy żebrak Bartymeusz siedzący przy drodze. Jesteśmy jakoby „niewidomi” – bo cisnące się do oczu łzy nie pozwalają nam w sposób właściwy patrzeć na świat, na życie. Jesteśmy jakoby „żebrakami” – bo utraciliśmy wielkie bogactwo, jakie w nasze życie przez swoją obecność, młodość, radość i entuzjazm wpisał Robert. I choć wszyscy dookoła uspokajają nas i uciszają, chcemy głośno krzyczeć z żalu. Chcemy wykrzyczeć swój ból Jezusowi w nadziei, że On nas zrozumie i ukoi nasze cierpienie. Choć Bóg wie, że cierpimy, wie, że nam ciężko, pragnie, abyśmy Mu to powiedzieli, abyśmy Mu wykrzyczeli swój żal, jak pełen nadziei Bartymeusz. I jak Jezus, który w noc przed swoją męką modlił się gorąco w Ogrójcu. Tak nie wolno nam uciszać naszego cierpienia, naszego płaczu. Bóg to słyszy, bo taka modlitwa, przepełniona cierpieniem i bólem po stracie kochanej osoby, dociera do serca Boga.

 

Niech Dobry Bóg przyjmie naszego brata Roberta do swojej chwały i da mu się cieszyć życiem wiecznym, życiem, do którego wszyscy zmierzamy. Chociaż ściśnięte gardło sprawia, że trudno cokolwiek powiedzieć, prośmy też Jezusa, aby nam, którzy cierpimy po stracie Roberta, przymnożył wiary i ukoił nasz niewypowiedziany ból.

 

Jezu, który chromych podnosiłeś na nogi i wzrok przywracałeś niewidomym, wejrzyj i na nas, którzy płaczemy, i otrzyj łzy z naszych oczu, abyśmy zobaczyli i zrozumieli, że życie się nie kończy, ale się zmienia.

 

 

 

 

 

 

Homilia napisana pod kierunkiem o. lic. Grzegorza Jaroszewskiego CSsR w ramach ćwiczeń homiletycznych
w WSD Redemptorystów w Tuchowie w 2012/2013 roku.

 

 

 

 

 

Brat Kleryk Arkadiusz Buszka CSsR – Student III roku WSD Redemptorystów w Tuchowie

 

 

Brat Kleryk Arkadiusz Buszka CSsR, Student III roku WSD Redemptorystów w Tuchowie

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy