Słowo Redemptor

V niedziela zwykła

 

 

 

Niedziela, 08 lutego 2015 roku, V tydzień zwykły, Rok B, I

 

 

 

 

 

W życiu człowieka są różne chwile. Jest wiele radości, ale również czasami człowiek przeżywa bardzo trudne dni. Tak jak Hiob z dzisiejszego pierwszego czytania. Wtedy to jest bardzo smutny i samotny, opuszczony (nawet przez rodzinę i przyjaciół). Sam jeden, nie rozumiany przez nikogo, w ciszy serca i sumienia w cichym monologu skarży się na swój los. Uważa, że jego życie przemija szybko i bezsensownie. Jak wielu współczesnych ludzi dzisiaj tak przeżywa swoje życie. W pustce, nicości, bez ukochanych osób, przyjaciół, zapominając o Bogu, nie zaznając szczęścia. Dlatego pozostawanie w takim stanie jest odrzucaniem Królestwa Bożego (nadziei życia wiecznego), którego zwiastowanie ogłasza Jezus.

 

 

Jezus uzdrawiając – jak słyszeliśmy w Ewangelii – teściową oraz wielu chorych i opętanych, ukazuje nam swoją moc, a nade wszystko wrażliwość na los człowieka. Dokonując tych cudownych uzdrowień, wskazuje nam, że nie chce cierpienia człowieka. Nie chce, aby cokolwiek zniewalało go! On jest w stanie wyzwolić z bólu!

 

Jezus do każdego chce zbliżyć się osobiście. Chce wziąć za rękę i podnieść każdego, bo każdy człowiek (a szczególnie chory i cierpiący) ma szczególną i wyjątkową wartość w oczach Boga. Jezus jest tym, który zmartwychwstał („podniósł się”) z największej choroby, jaką była śmierć. Może i chce podnosić tych, którzy w jakiś sposób „dotykają” rzeczywistości śmierci. Chorych, cierpiących, uwikłanych w grzech, nałogi... Dlatego mamy przychodzić do Jezusa, który poprzez sakramenty leczy naszą duszę, w wielu przypadkach i ciało.

 

Choroba wielu prowadzi do niepokoju, do zamykania się w sobie, a nawet rozpaczy. Dzieje się tak wtedy, gdy skupimy się na narzekaniu i na swojej słabości, co przyczynia się do jej wyolbrzymiania. W cierpieniu trzeba nam wołać za psalmistą: Panie, Ty leczysz złamanych na duchu.

 

Kiedy możemy stwierdzić, że Jezus nas uzdrawia i daje swoją moc? Popatrzmy na postawę teściowej Piotra. Natychmiast po uzdrowieniu zaczęła usługiwać apostołom. Możemy powiedzieć: gdy człowiekowi chce się na nowo walczyć, podejmować nowe zadania, to właśnie wtedy otwiera się na uzdrawiające działanie Jezusa. Wtedy gdy apatia, lenistwo, lęk o wszystko dookoła paraliżuje nasze działania – wtedy nie pozwalamy Jezusowi, aby nas wziął za rękę i podniósł. A czasami brak Jezusowego uzdrowienia bierze się z naszego „zabiegania” – nie mamy czasu albo nie pozwalamy, aby On mógł się do nas zbliżyć.

 

Tymczasem Jezus pozwala nam się odnaleźć. On wskazuje nam drogę, jak w życiu nie zagubić się. Udał się na miejsce pustynne i tam się modlił. Znaleźć czas na modlitwę, to oznacza znaleźć czas dla Boga i siebie.

 

 

Jezus chce wziąć każdego z nas za rękę i zaprosić do osobistej relacji ze sobą. Módlmy się: Panie daj nam prowadzić takie życie, abyśmy zjednoczeni z Tobą osiągnęli chwałę nieba.

 

 

 

 

 

 

Studia doktoranckie na Instytucie Liturgiki i Homiletyki na KUL-u oraz Prefekt Tirocinium Pastoralnego Prowincji  Redemptorystów
(wewnętrzne studium przygotowujące do prowadzenia Rekolekcji i Misji) – Lublin

o. Andrzej Makowski CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy