Słowo Redemptor

Uroczystość Trójcy Przenajświętszej – Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego

 

 

Niedziela, 31 maja 2015 roku, IX tydzień zwykły, Rok A, II

 

 

 

 

 

Nasza wiara nie opiera się na ideach, lecz na Osobach, na trzech Osobach Boskich.

 

 

Wiara chrześcijan to nie system moralny. Niektórzy nie-chrześcijanie kojarzą chrześcijaństwo z przykazaniami, zwłaszcza z Dekalogiem, z nakazami i zakazami moralnymi, które trzeba wypełniać, aby osiągnąć zbawienie. Są też chrześcijanie, którzy przeżywają swoją wiarę w ten sposób i traktują chrześcijaństwo jako drogę wypełniania uciążliwych przykazań. W takim przypadku chrześcijaństwo staje się jarzmem nie do udźwignięcia, bo jak np. kochać nieprzyjaciół? Jak żyć w czystości przedmałżeńskiej? Jak modlić się codziennie? Jak spowiadać się drugiemu człowiekowi? I tak dalej... Przy takiej wizji chrześcijaństwa Bóg jest kimś, kto tylko wymaga. Człowiek często boi się Boga i z lęku przed Nim stara się wypełniać przykazania.

 

Chrześcijaństwo nie jest systemem filozoficznym. Dla niektórych chrześcijan i nie-chrześcijan chrześcijaństwo jest swego rodzaju filozofią życia. Zawierając bardzo wzniosłe idee, jak np. miłość do drugiego człowieka, nawet tego, który jest moim nieprzyjacielem, chrześcijaństwo staje się atrakcyjną doktryną filozoficzną. W związku z tym niektórzy sądzą, że aby być dobrym człowiekiem (filantropem), trzeba wyznawać chrześcijańską filozofię. W tym kontekście warto przytoczyć słowa papieża Franciszka, który powiedział: „Chrześcijaństwo nie jest doktryną filozoficzną, nie jest programem życia, aby przetrwać, aby uchodzić za człowieka dobrych manier...”. Przy wizji chrześcijaństwa jako filozofii zanika osobowa obecność Boga i żywa relacja z Nim.

 

Chrześcijaństwo nie jest religią. Jak to? – może ktoś zapytać. Powtarzam, chrześcijaństwo nie jest religią, przede wszystkim w znaczeniu religii naturalnej. W każdej religii przeżywanej na poziomie religijności naturalnej to człowiek jako homo-religiosus składa Bogu ofiarę, aby uzyskać przebłaganie. W religijności naturalnej w centrum jest człowiek, który buduje sobie własne życie, tworzy własne szczęście, a od Pana Boga żąda, żeby popierał jego plany. Zdarza się, że tak traktowane jest chrześcijaństwo. Ktoś modli się, „zamawia” Mszę świętą, aby obłaskawić Boga, uzyskać Jego względy. Tymczasem w chrześcijaństwie w centrum jest Bóg. W chrześcijaństwie to Bóg składa siebie w ofierze. Z naszej strony trzeba „tylko i aż” przyjąć dar, powiedzieć – dziękuję – i to dokonuje się w Eucharystii (gr. dziękczynienie).

 

Chrześcijaństwo nie jest ani systemem moralnym, ani filozofią, ani religią. W każdym z tych ograniczających podejść zaciera się fundament naszej wiary, którym jest osobowa obecność Boga i żywa relacja z Nim. Nasza wiara nie opiera się na ideach, lecz na Osobach, na trzech Osobach Boskich. Jeśli mowa o Osobach, to mowa o relacjach, bo tylko z osobą możesz nawiązać relację.

 

Co dzieje się, gdy chrześcijanin ma doświadczenie osobowego spotkania z Bogiem? Co dzieje się, gdy chrześcijanin ma osobistą relację z Bogiem? Dokonuje się wówczas gruntowny zwrot w życiu. Jest to jak „przewrót kopernikański”.

 

Kilka dni temu spotkałem małżeństwo, które opowiedziało mi o swoim duchowym „przewrocie”. Wychowani w rodzinach katolickich przyjęli sakramenty chrztu, bierzmowania, Eucharystii. Po ślubie wyjechali za granicę. Tam, mając dobrą pracę, mogli żyć na wysokim poziomie. Od poniedziałku do piątku ciężko pracowali, a wolne weekendy spędzali na różnego rodzaju rozrywkach (wycieczki, plaże, kasyna itd...). Oczywiście chodzili w niedzielę do kościoła, spowiadali się na święta itd... Innymi słowy wypełniali przykazanie kościelne, jednak – jak sami mówili – brakowało tam żywej relacji z Bogiem. I tak płynęły lata...

W całym tym dość wygodnym życiu brakowało im jednego do szczęścia – nie mogli mieć potomstwa. Nawet nie było szans na in-vitro – bo i o tym myśleli. Wówczas ich przyjaciele zaczęli modlić się za nich o łaskę potomstwa. Trochę było im głupio, że to inni modlą się o potomstwo dla nich, więc też sami zaczęli się modlić. Pojechali też raz i drugi na spotkanie, gdzie grupa zakonników modliła się za nich modlitwą wstawienniczą. Po jakimś czasie członkowie grupy wstawienniczej poinformowali, że mieli obraz, jakoby Bóg ściągał z tej pary znamię bezpłodności. I rzeczywiście, po jakimś czasie kobieta była w stanie błogosławionym. To był mocny fakt w życiu tego małżeństwa. Obydwoje płakali ze szczęścia, wiedząc, że to była interwencja Boga żywego. Spotkali Boga „twarzą w twarz” poprzez fakt poczęcia i narodzin dziecka. Ten fakt zmienił ich życie. Zaczęli dbać o codzienną modlitwę – rozmowę z Bogiem. Eucharystia z przymusu przykazania stała się radością spotkania i świętowania. Weszli do grupy modlitewnej i – jak dzisiaj mówią – Bóg jest dla nich bardzo bliski.

 

 

Nasza wiara nie opiera się na ideach, lecz na Osobach, na trzech Osobach Boskich.

Czy masz swoją historię spotkania Boga?

Jeśli tak – miej wdzięczną pamięć i nie zapomnij o swoim spotkaniu z Bogiem i o relacji z Nim.

Jeśli nie masz bliskiego spotkania z Bogiem i relacji z Nim – dziś, tu i teraz, Bóg jako Ojciec przychodzi, aby otoczyć cię Ojcowską miłością. Jezus Chrystus ofiarowuje ci swe zbawienie, aby wyrwać cię z niewoli grzechu. Duch Święty chce porwać cię i wprowadzić w relację z Ojcem i Synem. Pozwól, aby to się stało... Amen.

 

 

 

 

 

 

 

 

Duszpasterz w Parafii Chrystusa Odkupiciela (Christ the Redeemer Parish) – Manville (NJ w USA)

o. Marcin Zubik CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy