Słowo Redemptor

XXIX niedziela zwykła

 

 

 

Niedziela, 16 października 2016 roku, XXIX tydzień zwykły, Rok C, II

 

 

 

 

 

 

 

 

Zawsze trzeba się modlić

 

Zanim spojrzymy na dzisiejszą Ewangelię, ważne jest wsłuchanie się w słowa Listu Świętego Pawła Apostoła do Tymoteusza, w którym słyszymy:

Zaklinam Cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, [...]: głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę (2 Tm 4, 1-2).

To „zaklinam” brzmi bardzo stanowczo, bo mamy dziś dziwne czasy. Jak mówi papież Benedykt XVI, to nasze chrześcijaństwo się rozmywa, jest coraz mniej czytelne dla nas samych i dla świata. Jakby do esencji – czegoś bardzo mocnego, krzepiącego wlano zbyt dużo wody, wody złej – brudnej.

 

Papież senior, Benedykt XVI, mówi o powrocie świata, Europy, ale i samego Kościoła do pogaństwa.

 

Jego poprzednik, Święty Jan Paweł II, krzyczał, że ten świat żyje tak, jakby Boga w nim nie było – bezbożność.

 

Czy, Ojcze Dariuszu, nie przesadzacie?

 

Chyba jednak nie. Spójrzcie, jak świat dziś walczy z Kościołem, jak świat walczy z TOBĄ. A coraz częściej informuje nas ten świat przez swoje media i o tych bolesnych słabościach w samej wspólnocie naszego Kościoła. Zgadzamy się na tę filozofię – chrześcijaninem jestem czasami na Mszy Świętej i gdy się modlę – później jestem zwykłym człowiekiem.

 

Możesz być dobrym człowiekiem, pomagającym bez wiary, bez łączności z Chrystusem – takie przesłanie daje ci dziś Ewangelia, która jest dla każdego z nas „chlebem powszednim”.

 

Rozejrzyj się ilu jest wspaniałych ludzi – uczciwych, pracowitych, dobrych ojców i matek, ale odrzucających Boga jako zbędny balast. To nic innego, jak współczesna walka z Amalekitami, jak w pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia. Jesteś może zwycięzcą w tej wojnie? Może wystarczy Ci twoja uczciwość, dobroć i miłość, może już Bóg do zwycięstwa Ci nie jest potrzebny?

 

Wybaczcie, że odniosę się do własnego doświadczenia, ale zawsze kiedy stawiam na siebie, jedynie na swoje siły, umiejętności, zdolności, na swoje POGAŃSTWO – zawsze przegrywam wojnę.

 

Idee współczesnego świata są naprawdę piękne, ale są tylko ideami, wciąż nierealizowanymi.

 

 

W pewnym mieście na M żył sobie człowiek. Żył bez Boga. Wszyscy się go bali, a jednocześnie podziwiali. Traktowali go jak swojego pana – jak bożka, któremu należy się cześć. Nikogo się nie bał, miał władzę, pieniądze, armię i armaty. Innymi gardził, poniżał, traktował jak niewolników.

Jak z nim wygrasz?
A może…. Panie Boże, daj Ukrainie łaskę pokoju!

W pewnym domu, w pewnej rodzinie był mąż, który pił, bił, znęcał się nad wszystkimi, wykorzystywał swoich bliskich…

Jak z nim wygrasz?
Panie Boże, daj nawrócenie dla mojego męża!

 

W Kościele był…

Panie, daj nam świętych kapłanów!

W szkole…, w pracy…, wśród sąsiadów…

Jak wygrasz swoje wojny na pustyni życia, jeśli w twoim życiu nie ma Boga?

 

Dziś św. Łukasz Ewangelista mówi o najważniejszej wojnie – o wojnie o twoje i moje zbawienie. Przepraszam, ale sam nie wygrasz. Dziś św. Łukasz Ewangelista sugeruje to, co często nas zastanawia w Bogu: Czyżby nasz Pan postępował jak głuchy? Czy On mnie słucha?

 

Bóg chce abyś wołał do Niego, On chce słyszeć nasze głosy, choć wcześniej wie, czego nam potrzeba – tak mówi Pan Jezus, a my czytamy o tym na kartach Pisma Świętego.

 

Ta depresja świata, Kościoła, moja słabość, grzeszność, spowodowane są tym, że nie przyzywamy Bożej pomocy, nie pragniemy tak naprawdę, by Chrystus zwyciężał w naszym życiu dla nas i za nas. Boimy się Jego Krzyża – Krzyża Jezusa Chrystusa – a Jego i moje w Nim zmartwychwstanie staje się dla nas jedynie ideą, prawdą wiary, a nie czymś realnym, czego mogę doświadczyć.

 

Ewangelia, którą dzisiaj usłyszeliśmy, wzywa nas do modlitwy, do uczciwej rozmowy z Bogiem. To trudne zadanie.

 

Ja zawsze miałem i mam kłopoty z obcymi językami. Tak jak i z modlitwą. Kiedy wybrałem się z przyjaciółmi na pogrzeb Jana Pawła II, źle nas skierowano z autostrady i wjechaliśmy w strefę nowego miasta Rzym. Pokłóciliśmy się o to strasznie. Zatrzymałem samochód obok jakiegoś kościoła. Tam spotkaliśmy 16-letnią dziewczynę – jak się później okazało – córkę znanego włoskiego fizyka. Teoretycznie znaliśmy aż cztery języki obce. Ona mówiła nimi płynnie, ale nie mogliśmy się porozumieć. Nasza wiedza językowa była teorią, zaś sposób mówienia zły.

Jednak poprzez uśmiech, cierpliwość, miłość tej dziewczyny trafiliśmy do jej domu. Tam nas nakarmiono, pomogli nam dostać się do bazyliki i pożegnać się z papieżem – Ojcem Świętym Janem Pawłem II.

Po trzech dniach już swobodnie i prostym językiem opowiedzieliśmy tej wspaniałej rodzinie o naszych przeżyciach i pożegnaniu z Papieżem. Było prosto, acz wspaniale, bo oni chcieli nas zrozumieć.

 

 

Nie ma złej modlitwy, ale ma ona być wytrwała.

 

Z modlitwy, ze słuchania Boga – Jego dobrej Nowiny dla grzesznika – rodzi się wiara. Rodzi się przychodzenie Boga do człowieka.

Marana Tha! Przyjdź Panie – i jak mówi wspomniany Jan Paweł II – odnów Panie oblicze tej ziemi.

Odnów, daj łaskę pokoju światu, Ukrainie, Kościołowi, rodzinie, mnie grzesznikowi – błogosław, Panie. Daj mi zwyciężyć nie moja siłą, ale siłą wiary, prawdziwej prostej wiary w Ciebie, Boga żywego. Amen

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów pracujący na Ukrainie – Truskawiec

o. Dariusz Świda CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy