Słowo Redemptor

X niedziela zwykła

 

 

 

Niedziela, 7 czerwca 2026 roku, X tydzień zwykły, Rok A, II

 

 

 

CZYTANIA

 

 

 

 

W sercu człowieka jest głębokie pragnienie, by być dobrze przyjętym, zrozumianym i kochanym przez innych. Jest to bardzo naturalne. Jednocześnie niemal każdy z nas doświadcza tego, że często budujemy swoje życie na pozorach. Uczymy się pokazywać światu to, co mocne, uporządkowane i poprawne, a ukrywamy to, co kruche, pogubione i poranione.

 

Także w relacji z Bogiem może pojawić się pokusa życia pozornego. Można być blisko Kościoła, praktykować religię, modlić się, a jednocześnie gdzieś głęboko żyć z dala od Boga. Można wykonywać religijne gesty, ale pozostawić serce zamknięte na Jego obecność. Można nawet przyzwyczaić się do wiary i przestać zadawać sobie pytanie: czy naprawdę żyję Ewangelią?

 

Dzisiejsze Słowo Boże dotyka właśnie tego miejsca – miejsca prawdy o człowieku. I trzeba przyznać, że jest to słowo bardzo wymagające. Bóg przez proroka Ozeasza mówi dzisiaj do każdego i każdej z nas: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary”.

Co to oznacza dla nas? Bóg bardziej niż zewnętrznych praktyk pragnie naszego serca. Bardziej niż spełniania rytuałów pragnie relacji z nami. Bardziej niż religijnej poprawności pragnie naszego szczerego nawrócenia. Bo można wykonywać wiele czynności religijnych, a jednocześnie być człowiekiem smutnym, zamkniętym, pysznym czy pozbawionym miłosierdzia. Wtedy nasza wiara staje się martwa.

Nie oznacza to jednak, że modlitwa, liturgia czy sakramenty są czymś nieważnym albo zbędnym. Przeciwnie – są drogą spotkania z Bogiem. Eucharystia, spowiedź, modlitwa i życie Kościoła mają prowadzić człowieka do prawdziwego nawrócenia i przemiany serca. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek zatrzymuje się jedynie na zewnętrznych praktykach, a jego serce pozostaje daleko od Boga.

 

Widzimy też, jak prorok Ozeasz używa bardzo mocnego obrazu: „Miłość wasza podobna do chmur o świtaniu albo do rosy, która prędko znika”. Tak jak Izrael wracał do Boga, tak szybko od Niego odchodził. Przychodził tylko po to, aby otrzymać od Niego błogosławieństwo. Jakże podobne jest to także do naszego życia. Ile razy mieliśmy jedynie chwilowe dobre postanowienia? Ile razy człowiek wzruszał się podczas modlitwy, rekolekcji czy cierpienia, a potem wszystko wracało do dawnego rytmu? Ile razy obiecywaliśmy Bogu zmianę, ale szybko gasł w nas zapał i wierność? W takich sytuacjach stawaliśmy się podobni do Izraelitów przychodzących do Boga jedynie na chwilę.

Ale w tym wszystkim jest dla nas ogromna pociecha. Bóg mimo wszystko nie przestaje szukać człowieka. Nie rezygnuje. Nie odwraca się. Dzisiejsze czytania pokazują Boga, który nie męczy się człowiekiem.

 

Psalmista przypomina nam, że Bóg nie potrzebuje naszych darów dla siebie. Nie jest Kimś, kogo można zadowolić jedynie religijnymi praktykami czy zewnętrznymi gestami. Wszystko przecież do Niego należy. Po co więc modlitwa, ofiara i Eucharystia? Po to, aby przemieniało się nasze serce. Religia nie ma zmieniać Boga wobec człowieka, lecz człowieka wobec Boga. I to jest bardzo ważne.

 

I tutaj z pomocą przychodzi nam drugie czytanie oraz postać Abrahama przywołana przez św. Pawła: „Wbrew nadziei uwierzył nadziei”. Abraham miał wszelkie powody, by uznać Bożą obietnicę za niemożliwą: starość, bezsilność, zamkniętą przyszłość. A jednak potrafił zaufać.

Dlatego właśnie wielu z nas może odnaleźć tutaj samego siebie i swoją sytuację życiową. Są ludzie, którzy noszą w sercu zmęczenie życiem. Są tacy, którzy już dawno stracili nadzieję na zmianę. Ktoś przestał wierzyć w uratowanie małżeństwa. Ktoś nie wierzy, że potrafi wyjść z grzechu czy uzależnienia. Ktoś nosi długoletni ból, poczucie winy albo samotność. Człowiek zaczyna wtedy żyć tak, jakby nic nowego nie mogło się już wydarzyć.

Dlatego Abraham przypomina nam: dla Boga nie ma sytuacji bez wyjścia.

 

I wreszcie Ewangelia. Jezus przechodzi obok komory celnej i widzi Mateusza. Dla wielu był on grzesznikiem, złodziejem, człowiekiem moralnie skompromitowanym. Ludzie już go ocenili, zaszufladkowali, przekreślili. Ale Jezus patrzy inaczej. Nie widzi tylko przeszłości Mateusza. Widzi człowieka zdolnego do przemiany. Dlaczego? Bo Jezus nie kocha nas dopiero wtedy, gdy staniemy się idealni. On przychodzi do nas właśnie wtedy, gdy jesteśmy pogubieni. Mówi: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”.

I właśnie to jest niezwykłe w tej Ewangelii: Jezus powołuje Mateusza nie wtedy, gdy ten uporządkował swoje życie, ale wtedy, gdy siedzi jeszcze w komorze celnej. Nie mówi mu najpierw: „Zmień się, napraw swoje życie, a potem przyjdź”. Najpierw mówi: „Pójdź za Mną”. Chrystus widzi w Mateuszu więcej niż jego grzech, więcej niż jego słabość i przeszłość. Widzi człowieka, który może stać się świętym.

I Mateusz natychmiast wstaje. To bardzo ważny szczegół Ewangelii. On nie odkłada decyzji na później. Nie mówi: „Jeszcze nie teraz”, „muszę najpierw wszystko uporządkować”, „muszę stać się lepszy”. Wstaje taki, jaki jest. Bo czasami człowiek zbyt długo czeka, aż stanie się godny Boga, podczas gdy Bóg już dziś przychodzi i mówi: „Chodź za Mną”.

 

Chrystus nie przyszedł szukać ludzi bez grzechu. Przyszedł szukać ludzi, którzy pozwolą się uleczyć. I może dlatego największym problemem człowieka nie jest sam grzech, ale przekonanie, że już nie potrzebuje Boga. Faryzeusze byli blisko religii, ale daleko od miłosierdzia. Mateusz był daleko od religijnej poprawności, ale jego serce okazało się zdolne odpowiedzieć na wezwanie Jezusa.

 

Dzisiejsza Ewangelia jest ogromną nadzieją dla każdego z nas. Wszyscy jesteśmy trochę jak Mateusz. Wszyscy nosimy w sobie miejsca niedoskonałości, słabości i grzechu. Ale Jezus – tak jak do niego – mówi również do każdego z nas: „Pójdź za Mną”.

 

Dlatego prośmy Boga w tę niedzielę, ale także każdego dnia naszego życia, o serce prawdziwe. Nie o religię opartą jedynie na zwyczaju, ale o żywą i prawdziwą wiarę. Prośmy o miłość, która nie będzie jak poranna rosa, lecz pozostanie wierna także wtedy, gdy przyjdą trud, zwątpienie i krzyż.

I prośmy szczególnie o jedno: abyśmy nigdy nie uciekli od stołu, przy którym chce usiąść Chrystus. Bo Mateusz nie zmienił życia przed spotkaniem Jezusa. To spotkanie zmieniło jego życie. Chrystus nie boi się stołu grzeszników – pytanie tylko, czy my pozwolimy Mu usiąść przy naszym stole i przemienić nasze serce.

 

 

 

 

 

 

 

Kazania-homilie: X niedziela zwykła

o. Łukasz Baran CSsR  (07 czerwca 2020 roku, Rok A, II – Uroczystość Trójcy Przenajświętszej)

o. Mariusz Mazurkiewicz CSsR  (11 czerwca 2023 roku, Rok A, I)

o. Rafał Nowak CSsR  (07 czerwca 2026 roku, Rok A, II)

 

 

 

 

 

 

Drukuj... 

Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, obecnie duszpasterz Polskiej Misji Katolickiej w NiemczechStuttgart

o. Rafał Nowak CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy