Słowo Redemptor

Świętego Tomasza, Apostoła – święto

 

 

Wtorek, 3 lipca 2018 roku, XIII Tydzień zwykły, Rok B, II

 

 

 

 

 

 

 

 

CZYTANIA

 

 

 

 

Święty Tomasz Apostoł

Jest patronem niedowiarków? Być może. Ale jest przede wszystkim patronem tych, którzy bardzo chcą „dotknąć” Boga żywego. A któż z nas nie zechciałby dotknąć Boga żywego?

 

 

Święty Tomasz należał do ścisłego grona Dwunastu Apostołów. Ewangelie wspominają go w kilku miejscach: kiedy jest gotów pójść z Jezusem na śmierć, w Wieczerniku podczas ostatniej wieczerzy czy nad Jeziorem Genezaret, gdy jest świadkiem cudownego połowu ryb po zmartwychwstaniu Jezusa. Przede wszystkim kojarzony jest z historią, dzięki której uzyskał przydomek „niewierny”: uwierzył w zmartwychwstanie Jezusa, dopiero kiedy włożył palec w rany na Jego dłoniach, a swoją rękę w ranę Jego boku.

 

O późniejszych losach Tomasza Apostoła Pismo Święte nic więcej nie mówi. Według tradycji miał pracować na misjach w Palestynie, Mezopotamii, a potem w Indiach. Tam w miejscowości Kalamina miał umrzeć śmiercią męczennika około roku 67. Pochować go miano w Mailapur koło Madrasu. W III wieku relikwie apostoła przeniesiono do Edessy.

 

Dlatego to od III wieku Kościół obchodzi jego święto 3 lipca właśnie na pamiątkę przeniesienia ciała do Edessy.

 

Św. Tomasz Apostoł, zwany „niewiernym Tomaszem”, bywa uważany za niezbyt dobrego apostoła, co prawda lepszego od Judasza, ale zajmującego gdzieś tam przedostatnie miejsce. Jednak gdy bliżej przypatrzymy się scenom ewangelicznym z jego udziałem, to zobaczymy, że bez jego „niewierności” bylibyśmy ubożsi o bardzo ważne zdania Jezusa. Gdyby Tomasz był „bierny, ale wierny”, Ewangelia byłaby uboższa. Przypomnijmy sobie te sceny.

 

Pan Jezus podczas ostatniej wieczerzy mówi do uczniów: Znacie drogę, dokąd Ja idę (J 14, 4). Słuchacze pewnie pomyśleli sobie, że nie do końca wiedzą, o co chodzi, ale na wszelki wypadek lepiej się nie wychylać. Mistrz wie, co robi. A Tomasz – nie! Zadał pytanie, które mogłoby sugerować, że Jezus nie do końca panuje nad sytuacją, że stwierdził coś, co nie jest prawdą, bo przecież oni nie wiedzieli, dokąd On idzie. Spytał: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? (J 14, 5). Pan Jezus na szczęście nie zrugał go za takie bezczelne pytanie. Nie kazał mu milczeć i słuchać, gdy On przemawia. Nie powiedział mu: O, nierozumny… lub coś w tym rodzaju. A przecież wiemy, że Jezus nie stronił od takiej ekspresji, nawet po swoim zmartwychwstaniu. Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć (J 11, 16) – zachęca apostołów Tomasz. A więc jest gotów iść wszędzie za ukochanym Mistrzem, nawet na śmierć. Brzmi w tych słowach gorliwość neofity. Nieraz człowiekowi wydaje się, że zrobi wszystko dla Boga. To zazwyczaj autentyczne pragnienie, może efekt uniesienia czy żarliwości. Życie na ogół weryfikuje te obietnice. Nieraz bardzo boleśnie. Ale wiara karmi się także takim religijnym zapałem. Mówi się o nim „niewierny”. Czy słusznie? Jeśli z Ewangelii św. Jana wypiszemy tych kilka słów, które wypowiedział apostoł Tomasz, zobaczymy drogę rozwoju jego wiary.

 

Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? (J 14, 5) – Tomasz wyrywa się z pytaniem podczas ostatniej wieczerzy w momencie, kiedy Jezus zaczyna mówić o swoim odejściu. Słowa apostoła zdradzają jakąś bezradność. Są wołaniem o jasną wskazówkę. Jakież to bliskie wszystkim, którzy lękają się utraty pewnych punktów oparcia. Odpowiedź Jezusa: Ja jestem drogą, prawdą i życiem (J 14, 6) nie wyjaśnia wszystkiego. To raczej wezwanie do zaufania mimo niepewności. Nie da się wszystkiego wiedzieć. Wiara ma w sobie coś ze skoku w ciemność, jest ryzykiem drogi w nieznane. Święty Tomasz podejmuje taką drogę wiary.

 

Wreszcie słowa z Wieczernika wypowiedziane przez Tomasza: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę (J 20, 25). Ileż tu emocji: żal, pretensje, ból, zawód. Inni widzieli Zmartwychwstałego, a ja nie. Potem jednak czekał z innymi i modlił się. Wreszcie następuje spotkanie. Chrystus Zmartwychwstały podchodzi i mu się objawia. Któż nie chciałby być bliżej Boga, przekonać się na sto procent, że to wszystko prawda? Pan mój i Bóg mój (J 20, 28) – wyznaje Tomasz, przekonany przez Jezusa. Całkowity pokój, wyciszone żądania umysłu, mądra zgoda na to, że wiara jest powierzeniem się tajemnicy większej od człowieka. Dzięki Tomaszowi usłyszeliśmy błogosławieństwo:

Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

 

Jako komentarz wypisuję słowa Benedykta XVI:

Wiara to obcowanie z tajemnicą Boga, a uwierzyć – to znaczy «powierzyć siebie» samej istotnej prawdzie słów Boga żywego. (…) Bóg skrywa się w tajemnicy: usiłowanie zrozumienia Go oznaczałoby próbę zamknięcia Go w naszych pojęciach, w naszej wiedzy, a to ostatecznie prowadziłoby do utracenia Go. Poprzez wiarę możemy przebić się przez pojęcia (…) i «dotknąć» Boga żywego”.

 

 

Apostoł Tomasz jest drogą dla poszukujących, dla wątpiących, ale także dla nas wszystkich, gdyż w każdym i każdej z nas jest głębokie pragnienie doświadczenia osobowego spotkania z Jezusem Chrystusem i całkowitego zawierzenia. Poprośmy więc o Jego wstawiennictwo, abyśmy i my dojrzewali do tak głębokiej i ufnej wiary, zakotwiczonej w wewnętrznym doświadczaniu spotkań ze Zmartwychwstałym w Jego słowie, sakramentach i człowieku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Drukuj...

Rekolekcjonista sióstr zakonnych i księży oraz wykładowca teologii pastoralnej
w Wyższym Seminarium Duchownym w Tuchowie – Kraków

o. Kazimierz Fryzeł CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy