Słowo Redemptor

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny – uroczystość

 

 

 

Sobota, 15 sierpnia 2026 roku, XIX tydzień zwykły, Rok A, II

 

 

 

CZYTANIA

 

 

 

 

Tak dobrze znana nam uroczystość, dla nas, Polaków, posiadająca podwójny wymiar: maryjny i narodowy... Tak dobrze znana, a przecież niosąca w sobie pewien paradoks. Bo choć wyznajemy w niej prawdę znaną i uznawaną w Kościele, i to nie tylko katolickim, ale i prawosławnym, od czasów niepamiętnych, to przecież w formie dogmatu została ona ogłoszona stosunkowo niedawno, bo w roku 1950. Sformułowanie „czasy niepamiętne” jest tu jak najbardziej stosowne, bowiem istnieje wiele wiekowych świątyń pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Choćby Kościół Mariacki w Krakowie, który zaczęto budować właśnie pod tym wezwaniem już w XIII wieku, siedem wieków przed ogłoszeniem dogmatu.

 

Oczywiście, mógłby ktoś zaoponować: jak to, czasy niepamiętne? Przecież znana jest nam doskonale historia, jak to Matka Boża, gdy czuła, że zbliża się kres Jej ziemskiej wędrówki, wezwała Apostołów, by jeszcze raz zobaczyć tych przyjaciół, braci Jej Syna, i pożegnać się z nimi. Przybyli wszyscy poza jednym – Tomaszem, który spóźnił się, bo miał najdalej ze wszystkich. Gdy dotarł, ciało Maryi spoczywało już w grobie. Zdołał uprosić pozostałych, by pozwolili mu jeszcze raz spojrzeć na Jej oblicze. Gdy otworzono grób, okazał się pusty – rosły w nim tylko białe lilie. Jakie więc czasy niepamiętne? Już Apostołowie wiedzieli, zobaczyli, że ciało Maryi, to pierwsze na świecie tabernakulum, nie uległo skażeniu rozkładem, że Maryja z duszą i ciałem została wzięta do niebieskiej Ojczyzny.

Historia ta z pewnością jest wzruszająca i nie ma powodu, by z góry odrzucać ją jako nieprawdziwą... Gdyby nie fakt, że pojawia się dopiero kilka wieków po czasach apostolskich. Gdyby nie to, że tradycje są różne – jedni mówią, że Matka Boża dożyła swych dni w Efezie, inni twierdzą, że wróciła do Jerozolimy, by odejść z tego świata blisko miejsca, w którym umarł i zmartwychwstał Jej Syn. Gdyby nie to, że owo spóźnienie św. Tomasza Apostoła jest podejrzanie charakterystyczne – przypomnijmy sobie, co działo się po zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, gdy również nie było go z innymi Apostołami...

 

Mamy więc swoisty paradoks. Niby od zawsze, ale... od kiedy? Z całą pewnością możemy jednak powiedzieć, że gdy papież Pius XII ogłaszał dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny, nie wziął się on znikąd. Wprost przeciwnie – cała procedura przygotowująca jego ogłoszenie, a zwłaszcza ankieta przeprowadzona wśród biskupów całego świata, potwierdziła starożytność tej wiary i jej powszechność wśród katolików.

Skoro jednak tak, skoro było wiadomo, że chrześcijanie – nie tylko katolicy, ale i prawosławni – tę prawdę wyznają, po co było ogłaszać ją w formie dogmatu? Zwłaszcza że można było się spodziewać, iż może to dodatkowo pogłębić podziały istniejące pomiędzy uczniami Chrystusa. Czy rzeczywiście potrzeba było dogmatu, który na katolików nakłada obowiązek przyjęcia go umysłem i sercem? Czy nie można było pozostawić tej sprawy tak, jak była?

 

I tu pojawia się kolejny paradoks związany z tym dogmatem. Bo choć mówi on o Najświętszej Maryi Pannie, o wyjątkowym przywileju udzielonym Jej przez Boga, to tak naprawdę mówi o nas. O wszystkich ludziach.

 

Rok 1950, rok ogłoszenia dogmatu... Świat, a zwłaszcza Europa, dymi jeszcze zgliszczami domów zburzonych podczas II wojny światowej. Groby są jeszcze świeże, wiatr ciągle rozwiewa popioły ludzkich ciał spalonych w obozach koncentracyjnych, niemal każda rodzina przeżywa jeszcze żałobę po utraconych bliskich. Ciągle jeszcze nie milkną echa tych strasznych czasów, gdy zdeptano godność człowieka, gdy życie ludzkie nie miało żadnej wartości, gdy wydawano wyroki na całe narody. Gdy zabicie człowieka – kobiety czy mężczyzny, dziecka czy dorosłego, naukowca czy wieśniaka, bogatego czy biednego – było łatwiejsze od pstryknięcia palcami. Gdy miliony wymordowano w obozach, gettach i podczas pacyfikacji, a tysiące zginęły w wybuchach dwóch bomb atomowych...

I gdy to wszystko jeszcze trwało, już wyciągał ku ludziom swoje krwawe pazury kolejny zbrodniczy system. System, w którym jednostka była niczym – „bzdurą”, jak wołał jeden z piewców tego systemu, Majakowski. System, w którym tylko partia była ową milionopalcą ręką zaciśniętą w miażdżącą pięść. I ta pięść znów pozbawiała życia i zdrowia miliony. Listy skazanych podpisywano przy porannej kawie, nie patrząc nawet na nazwiska. Bohaterowie byli stawiani przed zbrodniczymi, pokazowymi sądami, pozbawiani godności i życia, wymazywani z pamięci, grzebani w bezimiennych grobach.

I jakby tego wszystkiego było mało, mędrkowie tego świata zaczęli szerzyć filozofię, według której istnienie człowieka było pozbawione jakiegokolwiek sensu. Filozofię, która potraktowana dosłownie prowadziła nawet niektórych swoich twórców do samobójczej śmierci.

 

Oto wtedy właśnie Ojciec Święty decyduje się ogłosić dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Bo dogmat ten przypomina, że życie każdego człowieka ma ogromną wartość, ma sens i kierunek. Że nie jesteśmy marionetkami meandrów historii ani zabawkami w rękach ślepego losu. Dogmat ten mówi, że Maryja jako pierwsza spośród ludzi (niejako poza kolejnością), dostąpiła już w pełni tego, do czego powołani jesteśmy wszyscy. Że, po pierwsze, niezależnie od okoliczności naszego poczęcia, pojawiliśmy się na tym świecie, bo tak chciał Bóg. Każdego z nas zapragnął i każdego obdarzył swoją miłością. Miłością, która przekracza czas i przestrzeń, bo jest wieczna i do wieczności nas prowadzi. Miłością, która jest potężniejsza niż wszelkie zło, bo Syn Boży umarł dla naszego zbawienia. Miłością, która jest potężniejsza niż śmierć, bo On zmartwychwstał, a w Nim i my zmartwychwstaniemy, zaproszeni tam, gdzie nasza Matka już na nas czeka. Możemy też z ufnością wierzyć, że Ta, która dostąpiła tego wyjątkowego przywileju i jako pierwsza z ludzi została z duszą i ciałem wzięta do chwały nieba, oręduje za nami i oczekuje nas w domu Ojca.  By nas – gdy nasz czas nadejdzie – w progu tego domu nas przyjąć i wziąć w swoje ramiona.

Właśnie dlatego dogmat ten został ogłoszony w tamtym strasznym czasie. Nie mówił nic nowego o Maryi, ale nam przypomniał o godności, jaką został obdarowany każdy człowiek. Godności Bożego dzieła i dziecka, godności kogoś, za kogo Syn Boży nie zawahał się przelać swojej Przenajświętszej Krwi, godności kogoś, kto powołany jest do wieczności i właśnie z perspektywy wieczności odczytuje sens swojego istnienia.

 

Dziś świętujemy tę prawdę. Jako dzieci cieszymy się tym, że nasza Matka nie została dotknięta ziemskim rozkładem, że zawsze była i pozostaje na wieki cała piękna, że każdy z nas może powiedzieć – jak dzieci czasem mówią – że właśnie moja Mama jest najpiękniejsza.

 

Ale to świętowanie powinno każdego z nas sprowokować do postawienia sobie pytania: jak ja tę swoją godność traktuję? Czy dbam o jasność tego wizerunku dziecka Bożego w sobie, czy może jest on brudny, skalany moimi grzechami? Czy wierzę, że sens mojego istnienia przychodzi z wieczności, czy może tylko to życie tutaj, na ziemi, ma dla mnie znaczenie? Czy ufam, że wszystko, co dzieje się tu, odbija się echem w wieczności i że dopiero tam otrzymam odpowiedzi na wszystkie moje pytania? Czy może raczej obrażam się na Boga, gdy nie rozumiem cierpienia, bólu i samotności?

Ale też zapytajmy: jak szanujemy tę godność w naszych braciach i siostrach? Czy nie depczemy jej obmową, napastliwą krytyką, pociąganiem ich do grzechu naszym słowem, przykładem, a może kuszeniem? Czy pomagamy innym dostrzec na nowo tę godność, zwłaszcza gdy sami przestają ją szanować, gdy tracą nadzieję, gdy świat się od nich odwraca? Dziś, gdy nasze świętowanie obejmuje także wymiar narodowy – wspomnienie Cudu nad Wisłą, walki jednoczącej wszystkich Polaków – zapytajmy również, czy szanujemy godność tych, którzy może myślą inaczej. Czy patrzymy na drugą stronę naszych politycznych sporów z pogardą, o której coraz częściej mówi się publicznie i bez żadnego wstydu, czy też dostrzegamy w tych drugich naszych rodaków, a przede wszystkim dzieci Boże, może zagubione, ale wciąż odkupione tą samą Krwią Chrystusa? Czy, wpatrując się w telewizor i słuchając kolejnej debaty, przeklinam tych, których tam widzę, czy może raczej odmówię za nich „Zdrowaś Maryjo”, bo przecież czyż nie ta sama Matka czeka na nas w domu Ojca?

 

Przychodzimy dziś do świątyń, przynosimy kwiaty, zdobimy flagami nasze domy... Niech jednak przede wszystkim szacunek dla godności – mojej i tego, kto jest obok mnie – a może także pragnienie jej przywrócenia przez pojednanie z Bogiem i pojednanie z człowiekiem, będzie najpiękniejszym kwiatem złożonym u stóp naszej wziętej do nieba Matki. Amen.

 

 

 

 

 

 

 

Kazania-homilie: Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

o. Jan Chaim CSsR  (poniedziałek, 15 sierpnia 2011 roku, Rok A, I)

o. Piotr Chyła CSsR  (środa, 15 sierpnia 2012 roku, Rok B, II)

o. Marcin Zubik CSsR  (czwartek, 15 sierpnia 2013 roku, Rok C, I)

o. Piotr Andrukiewicz CSsR  (piatek, 15 sierpnia 2014 roku, Rok A, II)

o. Janusz Serafin CSsR  (sobota, 15 sierpnia 2015 roku, Rok B, I)

o. Tomasz Jakubczak CSsR  (poniedziałek, 15 sierpnia 2016 roku, Rok C, II)

o. Witold Radowski CSsR  (15 sierpnia 2017 roku, Rok A, I)

o. Tomasz Mular CSsR  (środa, 15 sierpnia 2018 roku, Rok B, II)

o. Wacław Zyskowski CSsR  (czwartek, 15 sierpnia 2019 roku, Rok C, I)

o. Janusz Serafin CSsR  (sobota, 15 sierpnia 2020 roku, Rok A, II)

o. Łukasz Baran CSsR  (sobota, 15 sierpnia 2020 roku, Rok A, II)

o. Paweł Drobot CSsR  (niedziela, 15 sierpnia 2021 roku, Rok B, I)

o. Rafał Nowak CSsR  (poniedzialek, 15 sierpnia 2022 roku, Rok C, II)

o. Mariusz Simonicz CSsR  (wtorek, 15 sierpnia 2023 roku, Rok A, I)

o. Łukasz Drożak CSsR  (czwartek, 15 sierpnia 2024 roku, Rok B, II)

o. Arkadiusz Buszka CSsR  (piątek, 15 sierpnia 2025 roku, Rok C, I)

o. Jacek Dembek CSsR  (sobota, 15 sierpnia 2026 roku, Rok A, II)

 

 

 

 

 

 

Drukuj... 

Misjonarz Prowincji Warszawskiej RedemptorystówTuchów

o. Jacek Dembek CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy