Słowo Redemptor

XXV niedziela zwykła

 

 

 

Niedziela, 25 września 2026 roku, XXV tydzień zwykły, Rok A, II

 

 

 

CZYTANIA

 

 

 

 

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejsza Ewangelia może wzbudzić w nas pewne zdziwienie i niezrozumienie. Gospodarz wychodzi rano i zatrudnia robotników do swojej winnicy. Jedni pracują od samego rana, inni przychodzą później, a ostatni pojawiają się właściwie pod koniec dnia. Wieczorem przychodzi czas wypłaty. I nagle okazuje się, że ten, który pracował cały dzień, dostaje tyle samo co ten, który przepracował tylko jedną godzinę.

Po ludzku? To jest niesprawiedliwe. Wyobraźmy sobie, że coś takiego wydarzyłoby się dzisiaj. Jeden człowiek przychodzi do pracy o szóstej rano. Pracuje w upale, jest zmęczony, wykonuje swoje obowiązki przez cały dzień. Drugi przychodzi godzinę przed końcem pracy. A wieczorem szef daje jednemu i drugiemu dokładnie taką samą wypłatę. Co by się działo? Byłaby awantura. Pewnie sprawa trafiłaby do mediów. Gazety pisałyby o niesprawiedliwym pracodawcy, w internecie pojawiłyby się komentarze, może zainteresowałaby się tym inspekcja pracy. I większość z nas powiedziałaby: „Przecież tak nie można! To jest niesprawiedliwe!”.

I właśnie dlatego ta przypowieść jest tak mocna. Bo Jezus nie mówi o prawie pracy. Nie daje wskazówek przedsiębiorcom, jak mają wypłacać pensje. Na początku wyraźnie mówi: „Królestwo niebieskie podobne jest…”. Jezus bierze sytuację, która po ludzku wydaje się niesprawiedliwa, żeby powiedzieć nam coś bardzo ważnego o Bogu. Bóg nie jest księgowym, który siedzi z kalkulatorem i oblicza: ty zrobiłeś tyle dobra, więc dostaniesz tyle; ty modliłeś się tyle godzin, więc należy ci się więcej; ty byłeś lepszy od innych, więc masz pierwszeństwo. Bóg jest Ojcem. Bóg jest miłością.

Gospodarz wychodzi po robotników kilka razy: rano, o trzeciej godzinie, szóstej, dziewiątej, a nawet jedenastej. Jakby nie mógł spokojnie siedzieć, dopóki ktoś jeszcze stoi poza winnicą. I właśnie taki jest Bóg. On ciągle wychodzi szukać człowieka. Nie chce pogodzić się z tym, że ktoś żyje daleko od Niego. Szuka człowieka do ostatniej chwili.

 

I tu zaczyna się problem tych, którzy pracowali od rana. Oni nie zostali oszukani. Dostali dokładnie tyle, na ile się umówili. Ich problem zaczyna się wtedy, kiedy zobaczyli, ile otrzymali inni. To jest bardzo życiowe. Czasami jesteśmy zadowoleni z tego, co mamy, dopóki nie zobaczymy, że ktoś inny dostał tyle samo albo więcej. I nagle zaczynamy porównywać: „Dlaczego on? Przecież ja bardziej zasłużyłem. Ja więcej zrobiłem. Ja dłużej jestem wierzący”. I wtedy Bóg mówi: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”. Można być całe życie w winnicy Boga, a jednak nie rozumieć serca Gospodarza.

Można chodzić do kościoła od dzieciństwa, przystępować do sakramentów, modlić się, zachowywać przykazania, a jednak gdzieś głęboko nosić przekonanie: „Boże, mnie należy się więcej niż tamtemu”. A potem przychodzi ktoś, kto przez trzydzieści lat nie był w kościele. Żył bez Boga. Narobił w życiu wiele zła. I nagle się nawraca. Idzie do spowiedzi. Zaczyna się modlić. Wraca do Eucharystii.

 

I co wtedy? Niebo się cieszy. A człowiek czasem mówi: „Teraz? Po tylu latach? Po tym wszystkim, co zrobił?”.

Ojciec Karol Meissner, benedyktyn, opowiadał kiedyś podczas rekolekcji o nawróceniu Rudolfa Hössa, komendanta niemieckiego obozu Auschwitz. Po konferencji podeszła do niego jedna z uczestniczek i powiedziała: „Po tym wszystkim, co przeżyliśmy w czasie wojny, mógłby nam ojciec oszczędzić takich przykładów. Ten przykład jest gorszący”. I można zrozumieć jej reakcję. Bo Höss był człowiekiem odpowiedzialnym za niewyobrażalne zło. A jednak przed wykonaniem wyroku śmierci poprosił o księdza, wyspowiadał się i przyjął Komunię Świętą.

 

W tym momencie Ewangelia staje się naprawdę trudna. Bo gdy słyszymy o Bożym miłosierdziu wobec zwyczajnego człowieka, łatwo powiedzieć: „Bóg jest miłosierny”. Ale kiedy miłosierdzie ma dotknąć człowieka, który uczynił potworne zło, coś w nas zaczyna protestować: „Boże, to jest niesprawiedliwe!” I wtedy jakby słyszymy odpowiedź gospodarza z dzisiejszej Ewangelii: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”.

Oczywiście Boże przebaczenie nie oznacza, że zło przestaje być złem. Nie usuwa odpowiedzialności za popełnione czyny ani nie przekreśla cierpienia ofiar. Prawdziwe nawrócenie zakłada żal za grzechy, odwrócenie się od zła i zwrócenie się ku Bogu. Boże miłosierdzie nie jest pobłażliwością wobec zła. Jest łaską, która może przemienić nawet największego grzesznika. I pokazuje coś niezwykłego: Bóg do ostatniej chwili wychodzi naprzeciw człowiekowi i daje mu możliwość nawrócenia. Nawet temu, którego my już dawno skreśliliśmy.

 

Aby to lepiej zrozumieć, trzeba spojrzeć na krzyż. Bo krzyż Chrystusa nie jest tylko znakiem sprawiedliwości. Krzyż jest przede wszystkim znakiem miłości, w której objawia się także Boża sprawiedliwość i miłosierdzie. Jezus nie umiera tylko za porządnych. Nie przelewa krwi wyłącznie za tych, którzy od dzieciństwa chodzili do kościoła. Umiera również za grzesznika. Za człowieka pogubionego. Za tego, który zmarnował pół życia. Nawet za tego, który przychodzi do Boga w swojej „jedenastej godzinie”.

Najpiękniej pokazuje to łotr wiszący obok Jezusa. On nie przepracował całego dnia w winnicy. Przyszedł właściwie w ostatniej chwili. Nie miał już możliwości naprawić swojego życia. Nie mógł cofnąć wyrządzonych krzywd. Pozostało mu tylko kilka godzin. Powiedział: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. A Jezus nie odpowiedział: „Za późno. Trzeba było wcześniej pomyśleć”. Powiedział: „Dziś będziesz ze Mną w raju”. Oto robotnik jedenastej godziny.

 

I może dzisiaj ktoś z nas potrzebuje właśnie tego słowa. Może patrzysz na swoje życie i myślisz: „Za późno. Za dużo zmarnowałem. Za daleko odszedłem. Za długo nie było mnie przy Bogu”. Nie. Dopóki żyjesz, Gospodarz jeszcze wychodzi na rynek. Jeszcze cię szuka. Jeszcze mówi: „Idź i ty do mojej winnicy”. Jeszcze można się wyspowiadać. Jeszcze można przebaczyć. Jeszcze można uklęknąć. Jeszcze można zacząć od nowa.

A jeżeli jesteś w tej winnicy od rana, jeżeli od dzieciństwa jesteś blisko Boga, nie zazdrość tym, którzy przyszli później. Ciesz się, że byłeś z Nim przez cały dzień. Przecież największą nagrodą robotnika nie jest tylko denar. Największą łaską jest to, że cały dzień był w winnicy. Największym darem naszego życia nie jest tylko to, co kiedyś otrzymamy od Boga. Największym darem jest to, że już dzisiaj możemy żyć z Nim. Dlatego nie patrzmy na Boga jak na księgowego. Nie pytajmy ciągle: „Kto zasłużył bardziej? Kto dostał więcej? Dlaczego tamtemu przebaczyłeś?”.

Spójrzmy raczej na krzyż. Bo gdyby Bóg był wobec nas tylko sprawiedliwy, kto z nas mógłby powiedzieć: „Panie, zasłużyłem na niebo”? Na szczęście Bóg jest nie tylko sprawiedliwy. Bóg jest miłością. I dlatego szuka człowieka rano, w południe, wieczorem, a nawet w ostatniej godzinie jego życia.

 

Po ludzku możemy powiedzieć: „To niesprawiedliwe”. A Bóg odpowiada: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”. I całe szczęście, Bracia i Siostry, że Bóg jest aż tak dobry. Bo być może kiedyś to właśnie my będziemy tym robotnikiem jedenastej godziny, który będzie potrzebował nie tego, na co zasłużył, ale Bożego miłosierdzia.

 

 

 

 

 

 

 

Kazania-homilie: XXV niedziela zwykła

o. Wojciech Bieszke CSsR  (18 września 2011 roku, Rok A, I)

o. Andrzej Makowski CSsR  (21 września 2014 roku, Rok A, II)

o. Stanisław Paprocki CSsR  (24 września 2017 roku, Rok A, I)

o. Janusz Serafin CSsR  (20 września 2020 roku, Rok A, II)

o. Arkadiusz Buszka CSsR  (24 września 2023 roku, Rok A, I)

o. Łukasz Baran CSsR  (20 września 2026 roku, Rok A, II)

 

 

 

 

 

 

Drukuj... 
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów, Parafia Matki Bożej Królowej Polski (Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy) – Elbląg

o. Łukasz Baran CSsR

Powrót do strony głównej

Czytelnia

Polecamy